[...]

Powiem w wielkiej tajemnicy, ze ja umiem zrobic pare rzeczy, w tym
kilka zestawow obiadowych, ale wersja analfabetki kulinarnej jest
zdecydowanie wygodniejsza...


Oj nie ladnie tak dzielic sie, biorac na siebie te zerowa polowke
kulinarzenia ;)

Kawe robie podobna niezwykle dobra, ale najbardziej smakuje mi ta
podawana rano do lozka...;)


ZEUS III kawa podawac, a dla mnie herbata ;)

Pozdrawiam, Klus - Niediabelsko Anielski

Pozdrawiam, India - Diabelska kochanica



· 

Użytkownik "Protz"

| nawet nie próbuj zgadnąc, ulungu! ;PPP

| nie znam tego słowa  :(
-----------------------
Wzięło się z jakiegoś dowcipu, a jego korzenie tkwią w nazwie herbaty
Ulung.


  Hołdys w trójce odkrył tajemnicę.
  tytuł albumu UNU
  to rejestracja wozów bojowych.
  Ulung to nazwa herbaty którą sprzedawano za głębokiej komuny.

-cr-


| ellu bi-s

| O nierówności ludzi

[...]

| Czesław Miłosz, z tomu "to", Wyd. Znak, Kraków 2000


w  jeszcze  ciemnym   niebie  okna
gwiezdna  zupa  dla  oczu   przed  switem  
goracy  kubek  pachnacy  herbata  zaspany   mrucze  
 "   na  dnie  schowalo  sie  dzisiaj   "    
zadowolona  ostroznie  przyjmujesz
nasza  tajemnice  
delikatna  radosc   ktora  nie  znika
na  skrzyzowanym  drewnie  starego  stolu
ktore  czasami  dziurawi  slowa
Twoja  dlon  sie  kladzie  
czytam  z  ekranu  ze  upadlo  drzewo
zgubilo  sie  w  swojej  polnocy
sekaty  wezel  w  pamieci
tam  
skad  przybywam

j  ( an )

dziekuje  Ci  
EllunKo...


Chciałbym, aby do mojego mieszkania
22 stycznia z rana przychodziła Wiosna, choć
musiałbym ułatwiać i otwierać Jej drzwi bo w takich domach
stosuje się zatrzaskowe zamki.
A drzwi mam iście jesienne.

Jeśli może tak być, kremy sumptem kupią ciemną szafę.
Wezmę warty w przedpokoju przybędzie mi lat kurtki schudną.
22 stycznia rano założę obrączkę z wikliny i
tak jak lubisz, udam własne spanie.

To musiałoby być rano, minutę przed radością budzika
i sekundy po zaparzeniu wody, wtedy skaczę do łóżka,
lewa ręka zwisa i wpółotwarte usta.
Jakoś tak wyszło, że lato też kocham. Ale krócej.

Mogłaby przez chwilę ocierać się o ściany, siąść w fotelu i
odetchnąć głęboko wtedy piec nie straszy już bywalców bekaniem.
Mogłaby nawet wskoczyć w moją pościel. Ciekawe, czy Jej poduszka
sypia nadal po lewej czy po prawej stronie łóżka.
Nasze małe, z Wiosną, tajemnice. Próśb.

Daj mi naleśniki zamiast kiełbasy i niech już nie pamiętam
o szaliku i o czapce i tych obu rękawiczkach.
Zrobię Ci herbatę a Ty zaparz mi ziółka. Niech się uśmiecham do
rozwieszonych majtek.
Chłodzenie trunków na balkonie jest głupie powiedz sama. Mokre uwertury powinny
pachnieć w szczególności Tobą.
Jeśli możesz, włóż też do wazonu pukiel pierwszych włosów. Zrobi się bardziej
wykwintnie. Potem pójdziemy na spacer wśród odmalowanych ławek.
Jak starzy znajomi szukający przebiśniegów. Wkoło.

Pozdrawiam

Michał

P.S. Działa, działa :)


· 


Chciałbym, aby do mojego mieszkania
22 stycznia z rana przychodziła Wiosna, choć
musiałbym ułatwiać i otwierać Jej drzwi bo w takich domach
stosuje się zatrzaskowe zamki.
A drzwi mam iście jesienne.

Jeśli może tak być, kremy sumptem kupią ciemną szafę.
Wezmę warty w przedpokoju przybędzie mi lat kurtki schudną.
22 stycznia rano założę obrączkę z wikliny i
tak jak lubisz, udam własne spanie.

To musiałoby być rano, minutę przed radością budzika
i sekundy po zaparzeniu wody, wtedy skaczę do łóżka,
lewa ręka zwisa i wpółotwarte usta.
Jakoś tak wyszło, że lato też kocham. Ale krócej.

Mogłaby przez chwilę ocierać się o ściany, siąść w fotelu i
odetchnąć głęboko wtedy piec nie straszy już bywalców bekaniem.
Mogłaby nawet wskoczyć w moją pościel. Ciekawe, czy Jej poduszka
sypia nadal po lewej czy po prawej stronie łóżka.
Nasze małe, z Wiosną, tajemnice. Próśb.

Daj mi naleśniki zamiast kiełbasy i niech już nie pamiętam
o szaliku i o czapce i tych obu rękawiczkach.
Zrobię Ci herbatę a Ty zaparz mi ziółka. Niech się uśmiecham do
rozwieszonych majtek.
Chłodzenie trunków na balkonie jest głupie powiedz sama. Mokre uwertury
powinny
pachnieć w szczególności Tobą.
Jeśli możesz, włóż też do wazonu pukiel pierwszych włosów. Zrobi się
bardziej
wykwintnie. Potem pójdziemy na spacer wśród odmalowanych ławek.
Jak starzy znajomi szukający przebiśniegów. Wkoło.


Muy bien.
MAJA
:-)


'Dążenie do odkrywania tajemnic tkwi głęboko w naturze człowieka,
a nadzieja dotarcia tam, dokąd inni nie dotarli,
pociąga umysły najmniej nawet skłonne do dociekań.'
                                   John Chadwick

rajski tropik to zacieniona nisza, dziupla, woliera.
ptak tukan który w języku tupi, znaczy pieprzojad,
bawi się przednio zbierając od przyjaciół rupiecie.
z drugiej strony klatki, falbany, piłki, lotki, pióra,
kolorowe sny, z ekscytujących przygód lawrenca z arabii.
ponadto udaje indianina z plemienia navaho, non stop
słucha muzyki, tworzy opowieści podobne do baśni
z 1001 nocy.

nikt jej nie słucha depesze są częścią kryptografii,
pismem linearnym, glinianymi tabliczkami.
mową uczonych mnichów od studiów orientalnych,
listem w butelce wrzuconym do oceanu. czymś pomiędzy
bezwartościowe a wartościowe, tu wiele niewarte,
bo szczęśliwi głupcy są ciekawi ludzi tylko podobnych
do siebie.

tutaj gramy w tenisa ziemnego, lub w badmintona.
wrażenie błogie, pijemy schłodzoną herbatę earl grey,
obstawiamy zakłady czy w tym sezonie modna będzie jeszcze
literatura gejowska zapinających się intelektualnie.
szaleństwa spirytualne raczyłeś odpuścić nam panie,
dobrze że nas ominęło to coś niezgrabne, o uśmiechu
kaczki, tukan podający piłki na korcie.


Dlaczego niestety? Słonecznik jest bardzo zdrowy, tylko, trochę tłusty ;-)
Czytałam gdzieś, że zawiera jakiś czynnik, który poprawia porost włosów :-)


Qrcze ;-)) tyle jem i zamiast mi przybywać to ubywa .... ;-))) No nie jest tak
źle ;-))

Doczytałam tylko tyle, że nie należy za wiele pić w trakcie posiłku, żeby
nie spłukiwać soków żołądkowych. A co do herbaty, to niezbyt mocna, a kawa
najlepiej bezkofeinowa, bo kofeina może powodować wyrzut insuliny do krwi.
Ja piję kawę z mlekiem i słodzikiem i chudnę :-)


Miałem poważne problemy wiele miesięcy temu żeby przestawić się z plujki na
rozpuszczalską ;-)) A teraz jeszcze bez kofeinki - u mnie w pracy jest to juz
prawie rytuał poranny - powiedz chociaż że mogą byc jakies małe odstępstwa od
tego ;-)) pliss

PS. A można spytać ile ważysz i ile masz wzrostu? ;-) Jak się nie chcesz
ujawniać, to może napisz na priv. Mój mąż też powoli przestawia się na dietę
MM. Schudł od początku grudnia 5 kg :-)) a powinien jeszcze z 15 :-)


Nie mam tajemnic - przy wzroście 185 waże w tej chwili około 90 kg (niestety w
okresie światecznym trochę sobie pofolgowałem i .... poleciało ze 2-3 kg).
A juz byłem taki dumny z siebie - w ostatnim mniej więcej roku zgubiłem ponad
10 kilogramów :-(( Było to głównie zasługą bardzo intensywnego jeżdżenia na
rowerku (uwielbiam to!!!).  

pozdrowionka

Costus :-))




| Działa! Naprawiłem! Właśnie czczę tą uroczystość herbatą! :)

Nie wytrzymam, ciekawość mnie zżera. I co to było?


W tym przypadku pomogło zmienienie stałego ip na ciągnięte z dhcp.
Lease ustawiłem taki, żeby mniej więcej na jedno wyszło. :)

Cały problem polegał na tym, że szczegóły działania mechanizmu serwera
licencji to tajemnica AutoDesku i człowiek musi zgadywać, jak się
zachować, żeby ten raczył zadziałać i czego nie robić, żeby nie
przestał. Przykładowo zmiana karty sieciowej oznacza konieczność
ponownej rejestracji programu.

PS. Cytacik: :)

Szczegóły higieny osobistej chłopców zostaną pokazane na przykładzie
ogórka i szczotki ryżowej. (...) Ogórek powinien być szorowany
codziennie.
 -- Z filmu edukacyjnego MEN, wyświetlanego w szkołach podstawowych
    od  1966 r.:


Czy taka praktyka jest legalna? Bo jak dla mnie normalne to to nie jest.
Uzna?bym za normalne, gdyby stwierdzili, ?e teraz w zestawie jest herbata i
Cola, ale wciskanie ludziom kitu, ?e herbata jest gratis, to czyste
chamstwo. Nie wspominaj?c ju? dumpingowej ceny coli. (0,5 litra za 10
groszy)


tajemnica ceny coli/herbaty jest taka, ze to jest na 22% vat, wiec
lepiej to sprzedac tanio, a drogo kanapke (7% VAT) - wiecej zostanie
w kieszeni.

darmowosc:
herbata jest darmowa, bo ZESTAW z herbata kosztuje tyle samo, ile ZESTAW
bez herbaty.

cena nie moze byc 0, bo jesli jest 0 to jest to darowizna, czyli nalezy
policzyc VAT od ceny ,,normalnej'' herbaty i odprowadzic go do USK :-)
(nie obciazajac klienta, czyli czysta strata).

reasumujac - to jest nie jest ,,gowno prawda'' a prawda marketingowa.
niedarmowa herbata jest darmowa ;-) i juz.

Kupujesz ZESTAW wiec nie mozesz zrezygnowac z kawalka.
Mozesz wymienic zestaw za 11,49 na 3 pozycje samodzielne (kola, frytki,
szit) ale zaplacisz pewnie z 15 :-)

pozdrawiam

romekk



Mateusz Wabik
-------------
Święta

   Ciała zużywają się co noc. Ubywa
   także herbaty, chleba, które trzeba
   dokupić. Rynek mieni się w oczach
   jednostajnym blaskiem. Czarne,
   zamarznięte na kość kałuże nie
   przepuszczają światła. Coś jakby
   patrzy przez nie, ale nie daje się podejść.


Hm.  Wiersz niechristmasowy, wzorowo ponury, a wszystko przez ten
podkreślony grubą krechą nieświąteczny kolor, który zalewa trumiennie
wszystkie choinki, bałwanki i lampki. Co przyciąga, to szukanie
Tajemnicy w głębi. "Coś" w wierszach zaczęło być u mnie ostatnio słowem
wzbudzającym czujność :)
Pozdrawiam. Za oknem Śnieżyca.
M.


a_r

Mateusz Wabik
-------------
Święta

   Ciała zużywają się co noc. Ubywa
   także herbaty, chleba, które trzeba
   dokupić. Rynek mieni się w oczach
   jednostajnym blaskiem. Czarne,
   zamarznięte na kość kałuże nie
   przepuszczają światła. Coś jakby
   patrzy przez nie, ale nie daje się podejść.


Jakieś mało świąteczne te święta. W wierszu Eliota, który cytuję
świątecznie, też niekoniecznie wesoło i waniliowo, ale przynajmniej jest o
Narodzinach. A ten? Przyjrzyjmy się bliżej:

Wiersz mówi o przemijaniu. O monotonii. O nieprzystępności. Nic w tym
wierszu świąt nie zapowiada, tylko tytuł - ale gdyby bez tytułu? Wtedy nic a
nic. Ciała zużywają się jak zawsze. Dzień i noc - dlaczego tylko co noc,
niech pozostanie tajemnicą Autora. Herbata i chleb. Potrawy powszednie. I w
nich nic ze świąt. Może tylko ten mieniący się Rynek. Ale nie mieni się
tyloma kolorami, iloma się naprawdę mieni (mieni się, mieni), ale jakby
irytująco. W oczach. A to zwykle oznacza mrużenie oczu, bo światło drażni. I
kałuże zamarznięte na kość (może najbardziej poetycki moment wiersza).
Przykre wyobrażenie. Oj, nie lubi Mateusz Wabik świąt, nie lubi. A mnie
dlatego nie podoba się jego wiersz.

A ja świątecznie, a jakże.

*kama*


Słyszałem trochę o bólach Hortona, jako o rodzaju bardzo silnych bóli
migrenowych, które wręcz zgniają pacjentów wpół. Jeśli to nie tajemnica, czy

Ze swej strony współczuję. Może herbata z takiego zioła jak melisa byłaby
pomocna. Może ta kombinacja kawy z cytryną, o której pisałem.

| Czy może ktoś z Grupowiczów wie jaki jest aktualny stan badań nad
migreną.
| Wpadłem na pomysł, aby tu na grupie w tym wątku zebrać informacje o
| domowych, skutecznych(?) sposobach radzenia sobie z migreną.
| Od siebie dorzucę: izolacja od wszelkich bodźców, mocna kawa z dużą
ilością
| cytryny.

Mam klasycznego Hortona. Nie pomaga absolutnie nic z leków, jedynie
silny masaż karku po stronie bólu i przemywanie oka zimną wodą. Lekarz
zalecił lit i sterydy, ale ze względu na moją i tak już pokaźną masę i
raczej dobry psychiczny nastrój zrezygnowałem z niepewnej kuracji.
Mariomigran pogłębiał ból jeno :-(

Pzdr
Paweł



Wiele rzeczy ma własciwości bakteriobójcze a srebro stało się ostatnio
modne i stąd pewnie taki pomysł. Wrzątek ma właściwości bakteriobójcze -
będziesz go łykał? Wybielacze do tkanin tez mają takie właściwosći.
Dodajecie do herbaty? I właściwie jakie bakterie chcesz niby ubić? Srebro
to środek bakteriobójczy który stosuje się powierzchniowo - możesz
spryskać takim srebrem szmatę i przez znacznie dłuższy czas mokra nie
zaśmierdnie - możesz sobie na tym oprzeć test. Łykanie tego, wybacz, jest
głupotą a w wiekszych ilościach nie jest również zdrowe.

--
Marcin


Dziekuje bardzo za wyczerpujace informacje odnosnie ostroznosci czy wrecz
zakazu jego stosowania.
Chce go uzyc do miskowania krolikow czyli zrobic pewne (to tajemnica) badania
na krolikach. Ale wyniki moich badan nie beda mialy zadnej wartosci poznawczej
jesli bede je (powierzchniowo oczywiscie) traktowal pedzelkiem pod ogonkiem
jakims zakolorowanym roztworem o nieznanym skladzie. Manganu, zelaza, troche
rteci i innych groznych dla zdrowia substancji mam w swojej wodzie studziennej
pod dostatkiem wiec nie zamierzam dotruwac sie jeszcze srebrem ani nawet
zlotem.
 Wiec ponawiam pytanie: jak domowym sposobem, bez oddawania cieczy do analizy
laboratoryjnej czy rownie kosztownej analizy na spektrometrze masowym,
okreslic  czy w tym "koloidalnym srebrze" ktore kupilem, jest rzeczywiscie
choc miligram srebra, czy moze jakis inny, latwiejszy w obrobce
elektrolitycznej metal.
 Pzdr.


I jeszcze kilka pytan:
1. Jak ukryc zaginiecie ~40 zolnierzy w USA, present time (przez rok)?


A gdzie tu problem, tajemnica wojskowa, wykonują ściśle tajne zadania etc.,
Wojna Z Terroryzmem - to g.ęba na kłódkę .

3. Czy i ty wierzysz, ze kilkutysieczny kontyngent amerykanski ponosi
straty kilku-kilkudziesieciu ludzi dziennie (a wszyscy oni znikaja bez
sladu i nikt o nich nie pyta),


Nikt nie mówi o dziennych stratach kilku-kilkudziesięciu .

a jakims cudem inne sily sojusznicze
nie ponosza przy tym prawie zadnych? No, chyba ze np. Brytyjczycy tez
zbieraja niezly wpi..rd..l, i tak samo go ukrywaja


Brytole siedzą w bazach i piją herbatę , nasi zajmują się rozminowaniem, to
Amerykanie wysyłani są na akcje , więc im się może krzywda dziać .

Pytania dosyc retoryczne, wiec nie musisz odpowiadac (szczegolnie, ze
pewnie i tak nie zobacze odpowiedzi) :)


Aha .




| | | | | | Zapomniałem dodać, że odchylenia pola magnetycznego są spowodowane przez
| | czoło nadchodzącej fali 2012.
| | Nie szkodzi. Tutaj wszyscy i tak o tym wiedzą.

| | marekz

| Jasne, przygotowujemy pokrywki ood garów zeby zrobić tarcze
| ochronne. Ja nawet przygotowałem sitko do parzenia herbaty...

| ...na osłonę przed zanikiem pola magn.
| dla czyjejś przerośniętej mózgoczaszki? ;)

to była tajemnica...


Dalej jest dla czyjej... ;P



| | Dlatego bo skrzydla na ktorych sa silniki nie są prostopadle do
| | kadluba tylko odchylone do tylu - w miejscu mocowania do kadluba
| | uderzyly wczesniej i mogly sie calkiem zlamac i zlozyc do tylu. Wot i
| | cala tajemnica
| Zlozyc do tylu... i co dalej? Anihilacja?
| O! Wy znowu ... mozna proscic o miejsce przy ognisku,
| lyk herbaty z pradem - przyslucham sie :)

| No, ale jak nie samolot klasy Boeing 757 i nie pocisk typu Tomahawk,
| Cruise, to co?

| Chuck Norris, albo zgoła sam doktor P. wierzchem na ufolu. A w ogóle, to
| my ze śwagrem po wypiciu litra na łeb nie takie dziury robilim...
| :-)

Ty juz po herbatce, czy jeszcze przed? ;)


Juz po. Herbatka była z prądem

R.



j i mogly sie calkiem zlamac i zlozyc do tylu. Wot

| i cala tajemnica
| Zlozyc do tylu... i co dalej? Anihilacja?
| O! Wy znowu ... mozna proscic o miejsce przy ognisku,
| lyk herbaty z pradem - przyslucham sie :)

Zadnego pradu, Tobie juz wystarczy ;)

| No, ale jak nie samolot klasy Boeing 757 i nie pocisk typu Tomahawk,
| Cruise, to co?

Nie wiem. Nie jestem scepem, zebym bajki wymyslal ;)


Dlatego nadal upieram sie ze to doktor P. wierzchem, na ufolu. :-)

R.


| Nie odpowiedziałeś mi ani wtedy, ani terqaz wyraźnie, tak lub nie. To
znaczy
| właśnie "binarnie". Dziękuję za niesamowicie jasną ospowiedź.
Podales przyklad pytania, na ktore odpowiedzi tak lub nie nie ma.
Np. "pijesz kawe, czy herbate?"
Sprobuj odpowiedziec tak i nie i zobacz, ktore bedzie mialo wiekszy
sens.


Powtórzę, skąd się wzięło pytanie. Pytałem się, czy trzeba w badaniu
tfurczości Dainkena schodzić na poziom kwantów.
Jak się to ma do pytania "pijesz kawe, czy herbate", to pozostaje głęboką
tajemnicą pokrętnych dróg myśli niejakiego Martina Mckeya Ltd.

| Do zobaczenia do następnego wykrętu. Papatki.
Juz wymiekasz? A gdzie tu wykret?
Kto sie wykreca?


Ty, jak widać wyżej.

EOT

Pozdrawiam



| Podales przyklad pytania, na ktore odpowiedzi tak lub nie nie ma.
| Np. "pijesz kawe, czy herbate?"
| Sprobuj odpowiedziec tak i nie i zobacz, ktore bedzie mialo wiekszy
| sens.
Powtórzę, skąd się wzięło pytanie. Pytałem się, czy trzeba w badaniu
tfurczości Dainkena schodzić na poziom kwantów.


Trzeba po prostu przeniesc sie z pewnosci w hipotetycznosc.
A wiec na postawione pytanie - jest "poza" analizowana teoria.

Jak się to ma do pytania "pijesz kawe, czy herbate", to pozostaje głęboką
tajemnicą pokrętnych dróg myśli niejakiego Martina Mckeya Ltd.


Po prostu nie ma na nie zadnej odpowiedzi - i/lub - ode mnie jej nie
uzyskasz.

EOT
Pozdrawiam


Szanowanko
                -=+McKey+=-
           Forum Nowej Cywilizacji
** Wkrotce strona Forum Nowej Cywilizacji **
         http://fnclub.amuz.wroc.pl



| Uff... siedzę cicho i się boję przyznać, ale ja też :-)

To i ja się przyznam w wielkiej tajemnicy: nie wyglądacie na szczególnie
oczytanych. ;-)


Nikt nie jest doskonały :)
Poza tym, że nie jestem oczytany to mam dwie lewe ręce,
z przygotowywania żywności to potrafię tylko zaparzyć
herbatę, ...
Mógłbym długo wymieniać swoje wady i negatywne cechy.
Wytykanie komuś braku oczytania ma dla mnie taki sam sens
jak wytykanie braku umiejętności zrobienia (co np. ja potrafię)
bilansu i rachunku wyników. :-)

--c


No widze, ze tu forumowiczow wzielo na zapoznawajki.
A co mi tam, tez sie dołacze.

imię: Daria
skad: stad i stamtad
data urodzenia:14.05.1986
zawod: krakowski student(zobaczymy ja długo)
wygladam: czasem jak przez okno ;) :niebieskie oczy, szatynka, nie dluga nie krotka lecz w sam raz
lubie: ludzi z wielu racjonalnych i absurdalnych powodow, czekolade, duze ilosci herbaty, male klimatyczne kawiarnie, nature, tworczy nielad, dlugie spacery bez celu i do nikad, muzyke ciut sentymentalna, instrumentalna, ksiazki gatunkow wszelkich najlepiej w duzych dawkach, kino gdy mam na nie ochote, telewizje dla zabicia czasu i umyslu, teatr w nieduzej ilosci ale jednak(aktorzy i Shakespeare maja sile przyciagania), starocie i rozne takie pamiatki, wyglupy od czasu do czasu, zakupy, bo nigdy nie mam co na siebie wlozyc, zagadki i tajemnice, piekno choc nie umiem podac definicji, cieplo, pomagac ludziom, spelniac ich marzenia i jeszcze kilka innych rzeczy ktore gdzies mi umknely
nie lubie:cwaniactwa, obludy, obojetnosci, znachorstwa, super nowoczesnych i sterylnych wnetrz, budyniu, odwilzy, kawy, alkoholu, papierosow, dyskryminacji, spoznialstwa gigantycznego, zimy, roweru, hemingwaya, hiphopu, techno, historii starozytnej bliskiego wschodu, zupy ogorkowej

co wiecej o mnie?? nie wiem, ale zawsze mozna zagadac na gg i probowac dowiedziec sie czegos wiecej

Kazik-wicuś ulepił grzybki :P

Poziom korupcji w Polsce się zwiększa
co robi w moim łóżku ta pani nie tutejsza
Jeszcze wczoraj jej nie znałem
w nocy bardzo ją kochałem
teraz oczom nie wierzę,
ale ze mnie zwierzę
mam problemy z kobietami bo jestem taki brzydki
Wicuś ulepił grzybki

Poziom korupcji w Polsce się zwiększa,
co widzę to poranna toaleta nie dzisiejsza
Pieniądze jakieś miałem
chyba wszystkie wydałem
teraz szperam w pamięci,
ale pamięć mnie nie nęci,
mam problemy z erekcją bo jestem taki brzydki
Wicuś ulepił grzybki

Poziom korupcji w Polsce się zwiększa
jak to było wczoraj to jest tajemnica najgłębsza
na pewno cos piłem
na pewno coś paliłem
to jest jak z Ioneski
taki Ionesco groteski
mam małego penisa i jestem taki brzydki
Wicuś ulepił grzybki

Poziom korupupcji w Polsce się zmniejsza
Katolicka religia jest przecież najliczniejsza
jest papież Polak i rozumne rządy
Morze szumi ja wierzę
a ja w Polskę wierzę
dzisiaj wszyscy sobie razem w szczęściu ręce podamy
nawzajem sobie serca oddamy

Poziom korupcji w Polsce się zwiększa
kradniecie na potęgę wy skurwysyny
Stoję i się gapię telewizor swoje gada,
a ta stara ich armada pod wodę się zapada
W miłości i zazdrości jestem taki szybki
Wicuś ulepił grzybki

I na koniec coś miłego bo herbata grzybowa
Angelika du bist cool niczym bomba wodorowa

A wszyscy zjedliśmy grzybki
Wszyscy zjedliśmy grzybki
Wszyscy zjedliśmy grzybki
Wszyscy zjedliśmy grzybki

My mamy bardzo nieliczną rodzinę i raczej jak dotąd nie trafłyśmy jeszcze na jakieś zgrupowanie rodzinne, ale ostatnio zauważylam, że nawet w najbliższej rodzinie moja córka nie może liczyć na zrozumienie. A wydawało mi się, ze wyraźnie i przystępnie wszystko wytłumaczyłam. Moja matka, która opiekuje się Liwią, kiedy nie ma mnie w domu uprawia zdecydowanie krecią politykę. Liwia jest na bardzo restrykcyjnej diecie lekkostrawnej i poza jabłkami nie może jeść żadnych owoców, a babcia kupiła jej mandarynki. W ostatnią niedzielę upiekła placek i stwierdziła, że przecież kawałeczek może zjeść i nic jej nie będzie. Takie zdanie o "kawałeczku" doprowadza mnie do szału. Bo dieta bezglutenowa to nie dieta tylko cukrzycowa, gdzie można zjeść coś słodkiego od czasu do czasu, kiedy ma sie dobry cukier a w perspektywie jest np. wysiłek fizyczny. Na razie Liwia konsekwentnie odmawia, ale boję się, że kiedyś się złamie i w tajemnicy przede mną coś niedozwolonego zje. Na dodatek twierdzi, że babcia ostatnio dosładza jej herbatę. Czasem ręce mi opadają, kiedy mówię, tłumaczę, wyjaśniam a moja matka i tak robi swoje, bo wie lepiej.
A żebym nie miała za dobrze, to po ostatnich testach z diety tej lekkostrawnej muszę wyeliminować jajko i kalafior, a w perspektywie nie mam co marzyć o selerze i pomidorach i pomidorowych artykułach. Za chwilę okaże się, zę dziecko nie może jeść żadnych warzyw.

czytałem kiedyś przed wojną (dawno temu) że sekret brzmienia Zildjiana polega nie na unikatowym stopie, bo skład jest powszechnie udostępniony, a na tym iż na pewnym etapie produkcji blachy sa zanurzane na kilka godzin w jakichś kąpielach ziołowych których skład chemiczny to pilnie strzezona tajemnica firmy, i że dlatego mają niepowtarzalne brzmienie. Gazeta była z 79 roku (naszej ery ). Było tam jeszcze napisane że Zildjian to dwudziestokilkuosobowa manufaktura. Czy ktoś posiadający faktyczną wiedze może się do tego odnieść, ile w tym prawdy? Co do ilości pracowników to może 40 lat temu tak faktycznie było, bardziej mnie interesuje fakt ziołowych kąpieli
Kurde, może swoje blachy oblożę fusami z herbaty na noc?

Lawful Neutral Elf Ranger Druid
Follower Of Silvanus (charakter raczej się zgadza, co do klasy, skłaniam się ku druidowi-wojownikowi, but it can be... Nigdy nie czułem się elfem)

Siła: 13 (Jak na moją posturę, a rosły nie jestem, moja siła jest raczej odpowiednia )
Kondycja: 10
Zręczność: 15
Mądrość: 16 (skromność to głupota )
Inteligencja: 17
Charyzma: Nie mam pojęcia, 12? Zapytam znajomych... Choć patetyczne przemówienia idą mi nieźle i głos mam dobry

Skille:
-Agresywna perswazja (oh yeah)
-Psychologia odrobinę (mechanizmy ludzkiej psychiki)
-Wiedza antyczna, mroczne, dawno zapomniane tajemnice...
-Zabijanie spojrzeniem
-Jedność z naturą... ("Naruszyłeś spokój tego lasu, dresiarski ignorancie... Feel the power of my sword!")
-Dobre kontakty z antyznymi bogami... Herbatka u Isis, te sprawy...
-Prowokacja, prowokacja i jeszcze raz prowokacja...
-Myślenie twórcze, poezja, traktaty, refleksje, eseje...

Taak...
Ja wierzę w świętego Mikołaja, teorię ewolucji i gospodarkę komunistyczną!

A tak na poważnie:

Lorakus: "Każda zła poezja rodzi się z prawdziwego uczucia." (Oscar Wilde)

Co do dawania i Mikołaja w nas, to te wszystkie prezenty kiedyś wydawały mi się takie banale. Bez znaczenia. Nic nie wyrażające. Ale zrozumiałem, że znakami rzeczy wielkich są rzeczy małe. Kochasz swoją - dajmy na to - siostrę, więc robisz jej herbatę.
Platon.

--
"Tajemnica Miłości jest większa niż tajemnica Śmierci."
-powiedziała Salome całując zimne usta uciętej głowy Jana Chrzciciela

Witam serdecznie!
Jestem autorem opowiadania Siła przypuszczeń;. Chciałbym bardzo podziękować wszystkim, którzy oddali głos, a co najważniejsze przeczytali to opowiadanie., Po prostu ciężko wyrazić mi na dany moment cokolwiek, gdyż jestem bardzo zaskoczony, ale do rzeczy.
Uważam, że było kilka opowiadań, które na prawdę trzymały niezły poziom. To, co było zauważalne w większości tekstów, to emocje, i osobowość autorów, która przenikała ich historie.

Każdy z nas na różne sposoby wyobrażał sobie temat konkursu. Najbardziej oryginalne przedstawienie róży mogłem zaobserwować w opowiadaniu ;Miejsce na ziemi. Róża była tu nazwą ulicy, herbaty, oraz symbolizowała oręż kochanków w walce o miłość. Bardzo przypadła mi do gustu emocjonalność tego opowiadania oraz mądre przemyślenia. Kolejna historia, którą bardzo doceniam to Ursus - Cyborg;, napisane w bardzo zgrabny i ciekawy sposób, jednak
największe wrażenie zrobiły na mnie ;Czarne myśli;. Opowiadanie napisane bardzo sprawnie i najbardziej dojrzale. Osoba, ta bardzo zręcznie posługuje się licznymi metaforami i przenośniami, pomysł także mnie zachwycił, jest w nim magia, tajemnica.. Uważam jednak, że pomimo największej objętości, ta historia powinna być znacznie dłuższa. Czyta się ją wspaniale. Jednak uważam, że jest to materiał na książkę niż opowiadanie, którą chętnie bym przeczytał.
Spodobał mi się także ;Endrinodel;, za klimat, język i ciekawe postacie.
Raz jeszcze dziękuje i chciałbym pogratulować innym zwycięzcom.

--
Całe życie to wychodzenie naprzeciw własnego losu.[/cytat]
Post był edytowany przez autora dnia 03 19 2007 o godzinie 23:26

STYGMATY 2/10 moim zdaniem płytki, nudny, zrobiony w manierze teledysków z MTV, drażniły mnie zwłaszcza ciągle powtarzane ujęcia kapiącej wody, gdyby nie jak zawsze niezawodny Gabriel Byrne to wyszedłbym z kina po 15 minutach

[ Dodano: Czw 02 Wrz, 2004 ]
No i jedna zaległa ocena bo chyba był ten film bo znalazłem w spisie "U progu tajemnicy" czyli DEAD OF NIGHT (1945) jak dla mnie 9/10. Bez jednego punktu za słabsze opowiadanko o duchu w herbacie ale reszta a zwłaszcza konstrukcja filmu znakomita. Koncepcja rozwiązania ostatniej sceny to majstersztyk. Przyznam się, że ciary mnie przeszły od stóp do głów.

[ Dodano: Czw 02 Wrz, 2004 ]
jakby się ktoś pytał co to znaczy klimat w horrorze, proponuje obejrzeć właśnie ten film.


No i jedna zaległa ocena bo chyba był ten film bo znalazłem w spisie "U progu tajemnicy" czyli DEAD OF NIGHT (1945) jak dla mnie 9/10. Bez jednego punktu za słabsze opowiadanko o duchu w herbacie ale reszta a zwłaszcza konstrukcja filmu znakomita. Koncepcja rozwiązania ostatniej sceny to majstersztyk. Przyznam się, że ciary mnie przeszły od stóp do głów.
No, nic dziwnego że znalazłeś go w spisie, bo przecież sam go zaproponowałeś do oceniania Zajrzyj kilka topików wstecz.

"Stygmaty" - 1/10. Może gdyby trwał 5 minut do dałoby się obejrzeć jako teledysk, ale jako film pełnomatrażowy jest nic nie wart.

Metaforka ( metaforka@WYTNIJTO.wp.pl ) napisał:

Użytkownik "Iwona" <iwa42@op.pl> napisał w wiadomości
news:c3qami$ppj$1@earth.sauron.pl...

JejQ, a cóż cię do tak długiej głodówki przypilło. Na czym ona polegała
i czym była spowodowana (jeśli możesz zdradzić rąbka tajemnicy swojej)?

Pierwsze dwa tygodnie przetrwane
jedynie na szklance wody dziennie i zupełnie nic poza tym. W trzecim
tygodniu
rozbestwiłam się i "zaszalałam" - włączając do "jadłospisu" szklankę
zwykłej niesłodzonej herbaty miast wody.
Uważajcie na krzaki i myjcie parapety...
...alicja


No to przenicowało cię dogłębnie...
Jeśli o samą formę głodówki chodzi, to błędów narobiłaś co niemiara (chyba
już o tym wiesz ).

Dzięki za twoje metaforki i nie opuszczaj DO, bo ona TWOIM prawdziwym
przyjacielem jest;)

Iwona

Ciesze się że wszyscy dotarli bezpiecznie do domów
Nie chwalcie mnie już tak Cała organizacja oczywiście dzięki wsparciu i pomocy AgnieszkI no i Pająk (Damian - z tej dziwnej Astry) tez mi pomógł. Tak wogóle to polubił was bardzo(jak tu was nie polubić:) ) i już niedługo zapewne się zaloguje na forum:) Tajemnicą organizacji zlotu jest to - że wiedziałem iż mam dla Kogo go organizować! Dla takich zaje...fajnych ludzi jak wy chciałem jak najlepszy zlot! (a co - wam też posłodzę:)
Xara nic nie szkodzi - ja sorry wielkie że za szybko jechałem chwilami jak na kolumnę no ale to mój pierwszy zlot na którym prowadziłem więc wybaczcie.
Dworzec Północ już widzieliście i sami wiecie że raczej nic ciekawego tam nie ma:)
Mama moja zawiedziona że nie przyjechaliście na herbatę no ale powiedziałem że następnym razem:) Czekam na fotorelacje. Ja niestety nie mam żadnych zdjęć - tamten aparat to Agnieszki. Tomek- jeszcze raz Respekt! Wymiatasz. Ale wydaje mi się że to rzeczywiście nastawienie psychiczne kierowcy! No bo pomyślcie logicznie - stają obok siebie Audi A6 (V6) 2,5 tdi oraz Astra 1.8 (z pasażerem plus załadowany bagażnik) i Audi dostaje baty!!! Podejrzewam że Tomek wygrał dzięki psychice i nawet Maluchem by tego dokonał A tak poważnie to ja mam 1,6 16 v Ty 1,8 a różnica kosmiiiczna.
Ok przedłużam. Jeszcze raz - BAARDZO DZIEKUJĘ wszystkim za przybycie!!! Macie wszyscy pozdrowienia od Pająka i Mateusza! Dzięki wam we Włoszczowie już nie jedna ale 4 Astry mają lepy AKP Oby tak dalej!
Do następnego!
Ps. Lepa Master - pozwoliłem sobie opowiedzieć Damianowi kawał o wampirach:) Wymiata

Logika zabija życie
Żeby ujrzeć coś wyraźnie, wystarczy często zmiana punktu widzenia.
To, co nadaje sens życiu, nadaje także sens śmierci
Są ludzie pozbawieni poczucia czasu. Chcą zrywać kwiaty, które się jeszcze nie stały kwiatami: i wtedy okazuje się, że nie ma kwiatów.
Prawdziwą wartość ma jedynie szacunek wroga.
Nie umiemy przewidywać najistotniejszego. Każdy z nas zaznał w życiu największych radości wtedy, kiedy nic ich nie zapowiadało.
Nie odległością mierzy się oddalenie. Za murem swojskiego ogrodu może się kryć więcej tajemnic niż za murem chińskim.
Naprawdę istnieje tylko jedna radość: obcowania z ludźmi.
Miłość własna jest przeciwieństwem miłości.
Doświadczenie nas uczy, że miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.
Czy gwiazdy świecą tylko po to, aby każdy mógł znaleźć swoją?
Człowiek ma dar kochania, lecz także dar cierpienia.
Cudze życie, jak to daleko.

Jeśli kochasz kwiat, który znajduje się na jednej z gwiazd, jakże przyjemnie jest patrzeć w niebo. Wszystkie gwiazdy są ukwiecone...
Mowa jest źródłem nieporozumień.
Nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela
Na pustyni jest się trochę samotnym. Równie samotnym, jak wśród ludzi...
Oczy są ślepe. Szukać należy sercem.
Oswoić znaczy stworzyć więzy.
Stajesz się odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.
Pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię.


herbatę, ewentualnie flaszkę wódki, jak ktoś mi powie, czyje to cytaty

Nie jest tajemnicą
Była to nalewka z kwiatu chyczki( po ichnemu z bzu czarnego).
Robi się ją jak miodówkę czyli krupnik polski.
Zamiast miodu syrop: na 17 dużych baldachów kwiatowych 1l wody 2 kg cukru zagotować i odstawić na dwa dni; zlać do słoików pić z herbatą i cytryną albo wrzątek syrop i rum
Smacznego.

a ja myślę, że tu trochę działa na nas "magia zacchodu"
osobiście nie wierze w różnice w proszkach, wątpię, aby się rózniły


Różnią się. Choćby dlatego, że jak Niemce napiszesz 80g proszku na pralkę to da 80g, a Polka i tak wsypie pełną miarkę Produkty dostosowuje się poza tym do upodobań i potrzeb klientów, niby ta sama herbata, ale w Polsce będzie słabsza niż w UK, krem do depilacji delikatniejszy niż włoski odpowiednik a konserwa inaczej doprawiona.

Poza tym są też różnice w standardach kontroli jakości, na mniej wymagający rynek kontrola jest luźniejsza niż na rynek trudniejszy. Dotyczy to np. czasu, jaki ma pracownik na podokręcanie śrubek w jednym aucie. Jeśli produkt idzie na "lepszy" rynek to tego czasu jest więcej, bo opłaca się go poświęcić aby zmniejszyć ilość napraw gwarancyjnych i reklamacji. Mniej wyrobieni klienci nie zgłaszają reklamacji, więc można ciąć koszty na produkcji.

I nie jest to żadną tajemnicą, wszystkie duże koncerny tak robią Tak samo jak produkcja konserw marki Lidl przez Pudliszki - odbywa się na tej samej taśmie produkcyjnej, ale rodzaj nalepki na puszkę jest uzależniony od kontroli jakości - te gorsze lądują jako lidlowe, te lepsze jako markowe.

W sumie możemy iść, ale ta sobota, to zawsze taka nieokreślona jest w moim przypadku. To już ostatnie podrygi, kiedy za darmo będziecie mogli chodzić nad Odrę. W październiku razem z Anaitis wykupujemy tereny, o które się w spotkaniu rozchodzi i zakładamy tam krainę, która tajemnicą na wieki owiana będzie...

Dobra, czas ustalić pewne rzeczy. Sobota to dzień naszego spotkania jak rozumiem. Moja propozycja jest taka, żeby przygodę rozpocząć o godz. 16 spotkaniem się wszystkich zainteresowanych na rynku(tam koło ławek), a następnie ruszenie stamtąd pielgrzymką w stronę Odry, bo być może nie wszyscy wiedzą, w które miejsce idziemy. Ze sobą należy zabrać: herbatę albo colę, albo sok, albo co kto chce; oprócz tego kto się boi siedzieć na trawie niech zabierze ze sobą koc albo niech wyobraża sobie(tak jak w moim przypadku), że leży na plaży. Do jedzenia można ze sobą zabrać ciastka, ogórki kiszone lub sernik, który został Wam jeszcze po Świętach Wielkanocnych(ja zjem). Wjazd: 1(słownie: jedna) czekolada. Kto nie przyjdzie tego we dwa kije.

Kto wymiękł, ten w domu został. A złamana noga jest tylko nędzną wymówką. Zdradzę tajemnicę, nasz drogi kolega Łucznik siedzi teraz w domu i terroryzuje domowników swoim kalectwem, co nie mogłoby mieć miejsca, gdyby z nogą w gipsie na Śląsk pojechał. Poza tym skąd wiadomo, czy jego noga już sie nie zrosła? Proponowałem mu, aby gips zdjął i sprawdził, ale cwaniaczek wie, co robi. - "Prosze mi przynieść herbatę, czekam na śniadanie, leć syneczku po piwo dla tatusia, przecież widzisz, jaki jestem nieszczęśliwy".

Zielona herbata pochodzi z Chin. Według legendy, w 2737 r. p.n.e. odkrył ją cesarz Chen-nung, który odpoczywał w swoim ogrodzie. Przed cesarzem stał dzban z gorącą wodą do picia (Chen-nung ze względów higienicznych pił wyłącznie przegotowaną wodę). Podmuch wiatru wrzucił do dzbana kilka listków z dziko rosnącego drzewa herbacianego. Cesarz spróbował tego napoju, i był zachwycony jego smakiem. Upłynęło jednak wiele lat, zanim herbata zielona stała się napojem powszechnie znanym i popularnym. Początkowo była stosowana jedynie jako środek leczniczy.
Japończycy wymieniają 61 dolegliwości, w leczeniu których herbata zielona może być pomocna, m.in.: chroni przed zawałem serca, łagodnie stymuluje krążenie, zapobiega zwężaniu się naczyń krwionośnych, obniża poziom cholesterolu, zmniejsza ryzyko zachorowań na raka, reguluje procesy trawienne.
Japońscy naukowcy wierzą, że w zielonej herbacie tkwi tajemnica długiego życia. Zawarte w niej składniki wpływają hamująco na procesy starzenia się organizmu.
Dlatego by dobrze się czuć i długo żyć powinniśmy pić zieloną herbatę.
Źródło: http://www.faceci.com.pl/subskrypcja26.html

Kilka prób amatorskiej poezji, czyli co zrobić, jak chce się dużo przekazać, a ma się tylko jedną małą kartkę :D. Proszę o słowa konstruktywnej krytyki.

***
Drgnij
ponoć nie zrozumiem
jeśli nie drgnę w jednym rytmie
nie dotknę ud zapisanych brajlem

nie zamknę spojrzenia drżących dłoni
gdzieś pod powiekami wspartymi o białą laskę

naucz mnie widzieć
przejrzeć na wylot tajemnicę
błękitnych żył na twojej skroni

Boży włos

Znalazłem w herbacie twój włos, boże
spojrzałem na billboard, na którym ktoś się powiesił
- chiński dzwoneczek odpędzający złe sny
a wszyscy patrzyli i wołali
i patrzyli i krzyczeli
a on skoczył
cóż to był za skok!

świat obrócił się trzewiami na wierzch
a trzewia uderzyły
bryzgnęły na cztery strony świata
zęby potoczyły się po bruku
rzucone przede mnie
bo to ja
patrzyłem i wołałem
i patrzyłem i krzyczałem:
"Skocz!"

Gdzie patrzysz ostatnim szeptem?
świat maleje!
Czego słuchasz mrugnięciem oka?
gruchot kości przez bruk zgwałconych
Co czujesz, ściskając
moje gardło
niczym pierś kochanki?

Śmierć

słońce zagląda przez pryzmat kroplówki
palce nie wystukują melodii Teleranka
nikt ich od szyi w dół nie nauczył
uśmiech bezruchu tulisz do poduszki

łapiesz duży palec u nogi anioła
lot ostatniego oddechu nieznośny
bzyczący komar
klatki piersiowej wyżyn depresja
skrzydeł okruszki

Mialem wyjsc, ale zima zaczela sie na calego czyli
szaroszumi deszcz, deszcz, deszcz...

Na koniec dam podsumowanie szkicu architektury
miejsca internetowego dloa poetow. Mozna z miejsca
tam przeskoczyc.

Konkurencja dla php w polskim Internecie rosnie,
juz jest powazna.  W szczegolnosci, gdy po dlugim
czasie dostawania emailow z "Nieszuflady", w koncu
pokonal moj inercje i przylaczylem sie, to
Zauwazylem, ze szereg phpowcow bierze w niej udzial
od paru miesiecy. Odswiezajace na nowo zobaczyc
pewnych siebie, mlodych komentatorow itp. Jak
dotad, to w Nieszufladzie procentowo krancowej
grafomanii jest o wiele mniej niz na php. Ale
nie o to chodzi.

O ile demonstracyjne odejscia z php plugastw
wychodzi php na dobre, to konkurencja innych
forum jest czyms, co moze i chyba odbierze
liscie php jej obecne specjalne internetowe miejsce.
Osoby nawet dalej biorace udzial w php juz nie beda
z php wiazac intensywnosci, php stanie sie dla
nich ledwo ciepla herbata. Nowi w ogole zamiast
na php trafia gdzie indziej.

Mowie z doswiadczenia. Nie bylo i nie bedzie
poetycko miejsca dynamiczniejszego niz dawne
rec.arts.poetry. Monopolizowalo swiatowa
poezje internetowa przez lata. Ludzie odchodzili,
przychodzili nowi (niektorzy wracali), a lista
kwitla, wciaz pojawioaly sie wspaniale talenty.

Pojawienie sie list haiku wciaz jeszcze roli
php nie naruszylo, ale jednak mialo swoj
impakt. rec.arts.poems nie bylo miejscem
(tym glownym) do dyskusji o haiku i tanka,
czy nawet do posylania krotkich utworow
tego typu. Na zwsze stracilo r.a.p. swoj
impakt, gdy otworzyl prywatna liste "Zero
City" Michael McNeilly i sciagnal do siebie
okolo 80% smietanki r.a.p.  Dalej dawalismy
wiersze na r.a.p. (albo nie, jak czlowiek
zapomnial), ale prawdziwe zycie o wysokiej
temperaturze tetnialo w Zero City.  Nie wiem
jaka tajemnice mial Mike.  Zadna inna lista
taka nie byla, nawet gdy skupila sporo talentu.
Tylko to jego brutalne Zero City.

Moze w porzadku, moze php nie musi istniec
jako dynamiczna lista. Ale przynajmniej dobrze
jest rozumiec zjawisko.


Wlodku ale pierdolisz smuty jak Kaziu przy weselu ;-))
a jeszcze bardziej niz gledzisz to sie
chwalisz tak jak by bylo czym.
Wiemy ze jestes poeta nikt temu nie
przeczy, rzeklbym zes jest Johan z dzameryki
ale czy jako poeta oprócz poprawnosci masz cos
do powiedzenia??????
nie sadze :-))))

pozdrowionka z Filipin

Rubikon


miguelhernandez

Chciałbym, aby do mojego mieszkania
22 stycznia z rana przychodziła Wiosna, choć
musiałbym ułatwiać i otwierać Jej drzwi bo w takich domach
stosuje się zatrzaskowe zamki.
A drzwi mam iście jesienne.

Jeśli może tak być, kremy sumptem kupią ciemną szafę.
Wezmę warty w przedpokoju przybędzie mi lat kurtki schudną.
22 stycznia rano założę obrączkę z wikliny i
tak jak lubisz, udam własne spanie.

To musiałoby być rano, minutę przed radością budzika
i sekundy po zaparzeniu wody, wtedy skaczę do łóżka,
lewa ręka zwisa i wpółotwarte usta.
Jakoś tak wyszło, że lato też kocham. Ale krócej.

Mogłaby przez chwilę ocierać się o ściany, siąść w fotelu i
odetchnąć głęboko wtedy piec nie straszy już bywalców bekaniem.
Mogłaby nawet wskoczyć w moją pościel. Ciekawe, czy Jej poduszka
sypia nadal po lewej czy po prawej stronie łóżka.
Nasze małe, z Wiosną, tajemnice. Próśb.

Daj mi naleśniki zamiast kiełbasy i niech już nie pamiętam
o szaliku i o czapce i tych obu rękawiczkach.
Zrobię Ci herbatę a Ty zaparz mi ziółka. Niech się uśmiecham do
rozwieszonych majtek.
Chłodzenie trunków na balkonie jest głupie powiedz sama. Mokre uwertury powinny
pachnieć w szczególności Tobą.
Jeśli możesz, włóż też do wazonu pukiel pierwszych włosów. Zrobi się bardziej
wykwintnie. Potem pójdziemy na spacer wśród odmalowanych ławek.
Jak starzy znajomi szukający przebiśniegów. Wkoło.

Pozdrawiam

Michał

Piękny, wiosenny romans, Michale. Aż zaczynam lubić wiosnę (na ogół jesień). Zapachniało
mokrą zielenią.

Michał:
P.S. Działa, działa :)

Znaczy, zrobiła się wiosna pod wpływem?

Pozdrawiam wiosennie

elka-one


Chciałbym, aby do mojego mieszkania
22 stycznia z rana przychodziła Wiosna, choć
musiałbym ułatwiać i otwierać Jej drzwi bo w takich domach
stosuje się zatrzaskowe zamki.
A drzwi mam iście jesienne.

Jeśli może tak być, kremy sumptem kupią ciemną szafę.
Wezmę warty w przedpokoju przybędzie mi lat kurtki schudną.
22 stycznia rano założę obrączkę z wikliny i
tak jak lubisz, udam własne spanie.

To musiałoby być rano, minutę przed radością budzika
i sekundy po zaparzeniu wody, wtedy skaczę do łóżka,
lewa ręka zwisa i wpółotwarte usta.
Jakoś tak wyszło, że lato też kocham. Ale krócej.

Mogłaby przez chwilę ocierać się o ściany, siąść w fotelu i
odetchnąć głęboko wtedy piec nie straszy już bywalców bekaniem.
Mogłaby nawet wskoczyć w moją pościel. Ciekawe, czy Jej poduszka
sypia nadal po lewej czy po prawej stronie łóżka.
Nasze małe, z Wiosną, tajemnice. Próśb.

Daj mi naleśniki zamiast kiełbasy i niech już nie pamiętam
o szaliku i o czapce i tych obu rękawiczkach.
Zrobię Ci herbatę a Ty zaparz mi ziółka. Niech się uśmiecham do
rozwieszonych majtek.
Chłodzenie trunków na balkonie jest głupie powiedz sama. Mokre uwertury
powinny
pachnieć w szczególności Tobą.
Jeśli możesz, włóż też do wazonu pukiel pierwszych włosów. Zrobi się bardziej
wykwintnie. Potem pójdziemy na spacer wśród odmalowanych ławek.
Jak starzy znajomi szukający przebiśniegów. Wkoło.

Pozdrawiam

Michał



pisania.  Druga część zupełnie wyjątkowo zatrzymuje chudnącymi kurtkami,
obrączką i udawaniem spania.
Cieplej się robi przy czytaniu : )  
Takich romansów każdemu życzyć, i to nie tylko (z) Wiosną.

Pozdrawiam
macierzanka



Podawanie zarobków w ogłoszeniu prasowym jest powszechną praktyką


Jest powszechne, ale w cywilizowanych krajach, gdzie mniej więcej wiadomo
ile zarabia np. spawacz, a nie jest tak, że w jednej firmie może zarobić
1000zł, ale w innej po drugiej stronie tej samej ulicy już 4000zł. A u nas
informacja "atrakcyjne warunki" może oznaczać np. 1500zł brutto, ale i
15000zł, albo jeszcze coś innego, np. miesięczny "przydział" herbaty.

Przejrzyj sobie trochę zagranicznych ogłoszeń, albo zapisz się na jakimś
portalu i popatrz jak dostaniesz oferty, praktycznie zawsze są podane
zarobki, tzn. jakiś rozsądny przedział, żeby nie zawracać ludziom głowy, bo
teraz szanuje się czas innych ludzi. Ktoś będzie jechał z drugiego końca
Polski, żeby się dowiedzieć, że "atrakcyjne warunki" to ładny widok z okna i
klimatyzacja w biurze..

ogóle to płace w firmach powinny być jawne, a nie jedną z bardziej
chronionych tajemnic. I w ogóle "głupawy head-hunter" nie podaje
przewidywanych widełek płacowych w rozmowie telefonicznej, tylko idzie i
krzyczy o tym na rogach ulic ;)


Od rozmowy z uśmiechniętą małolatą ("head-hunterem") do informacji o
zarobkach jest zwykle kilka etapów. Małolata najczęściej w ogóle nie wie o
jaką pracę chodzi, a bywa, że nie wie nawet jaka firma szuka pracownika.

Zmieniałem pracę w swoim życiu i nigdy nie było mi szkoda pójść na rozmowę
kwalifikacyjną.


Pójść zawsze warto, z ciekawości. Ale pewnie nie musiałeś pojechać np. do
Wrocławia, żeby po 5 minutach dowiedzieć się, że straciłeś dzień.

Paweł


"Tym razem los uśmiechnął się do nas szeroko. Był to uśmiech
maszynisty, który nie zamknął drzwi, dzięki czemu trasa i duchowość tego
człowieka stanęły przed nami otworem."

Bzdura

"dziecko wpatrywało się w tory jak zaczarowane, co jakiś czas szepcząc tylko:
"czu czu", mężczyzna opowiadał"

"od monotonii torowiska urozmaiconej ciałami martwych
zwierząt."

Ciekawe jakie to zwierzęta. Pewnie niedopałki, butelki i torby ze śmieciami.

""co
będzie, to będzie, zmęczony jestem". Zapytuję więc: "czy państwo się obrażą,
jeśli łyknę sobie amolu, bo trudno wytrzymać". "

Ten amol, to rozumiem, eufemizm, pierwotnie miało być piwka albo alkoholu. Ja
na dyskotece kiedyś zapytałem, czy  nie będzie przeszkadzać, jeśli łyknę
sobie herbaty miętowej i wszyscy się zgodzili i ładnie uśmiechnęli.

"oni wyciągają co? Oni wyciągają
laptoki i je włączają i zaczynają, każdy jeden, sprawdzać słupki i wykresy. "

Tak, od razu wszyscy wyciągnęli laptopy i się uczyli.

"Nasza młodzież  idzie ku lepszemu."

"Opowiadał o wielu innych sprawach, pokazując różne tajemnice tej trasy,
wyjątkowo ładne łuki, most na Wisłoce, mijaliśmy martwe sarny i psy, "

A siedzenie maszynisty było puste i pociąg jechał sam. To się nazywa postęp.

"sfotografował pobojowisko po kibicach GKS-u,
którzy niedawno zdemontowali dworzec w Tarnowie."

To dworca w Tarnowie już nie ma? Szkoda

"ponieważ co kilka kilometrów czyhają niepewne konstrukcje mostowe,
pęknięte iglice w zwrotnicach, ledwo żywe półzwrotnice. Smutkiem i
zaniedbaniem
wiało z mijanych stacji, blacha falista na wiatach gotowała się do odlotu."

Nie jest źle, myślałem, że napiszą, iż co kilka metrów.

"że w innych krajach  stawia się na kolej"

Ciekawe ile tych krajów, poza kilkoma potęgami, jest. Nawet w Czechach
likwidują połączenia na liniach lokalnych

"Obawę mam tylko taką, że maszyniści zaczną wtedy zatrzaskiwać
drzwi na głucho, jak dzieje się w urządzonych do bólu krajach. "

I dobrze, bo terroryści nie porwą pociągu.


Grażyna Leśniak

kama :
[...]
| Ciała zużywają się jak zawsze. Dzień i noc - dlaczego tylko co noc,
| niech pozostanie tajemnicą Autora.

A może nie musi pozostać tajemnicą? :)
Gdybyś czytała ten wiersz nie jako przysłany do grupy przed  Wigilią:
"święta" , "ciała" i "noc" - o których byś myślała aż do "kałuży
zamarniętej na kość"?


Podpowiadasz, więc mówię: o Wielkanocnych, ale zamarznięte kałuże, a także
Rynek w światłach (podpowiadam, choć a_ry się domyślili, Rynek krakowski ode
mnie o dwa kroki) każą myśleć o tych jutro.

A może wie, za co nie lubi? Bo lubi bardziej niż wszyscy świętujący?
Za tę możliwość (również) podoba mi się jego wiersz.


Na podobanie się (lubo i nie), już starożytni zauważyli, że nie ma mocnych.
Suplement do uzasadnienia niepodobania, bo wiem, że lubisz wiedzieć (sama

Nie lubię w sztuce programowej prowokacji. Prowokacja może być co najwyżej
efektem ubocznym. Wcale, ale to wcale nie wkalkulowywanym przez autora.
Natomiast jeśli wietrzę branie na efekt, to niestety zaczynam nie ufać. I
tak jest w przypadku naszego wiersza na święta. Autor nazywa swój wiersz
"Swięta" aby zaraz potem pokazać nam figę. A macie zakłamane mieszczuchy
(Kraków od czasów Dulskiej świetnym polem), dewoty, zawodzące po kościołach
baby, goniący po marketach hipokryci, święta to dla mnie nic, herbata i
chleb się skończyły to kupię, ale przemknę patrząc w chodnik, żeby mnie
światła Rynku nie drażniły. I widzę naszego Poetę w niedogrzanej i dawno nie
sprzątanej garsonierze, gdzie trochę przedmiotów niezbędnych w postaci
materaca i dwóch garnków, a trochę zupełnie niepotrzebnych przywleczonych
nie wiadomo skąd i przez kogo. Na balkonie składnia pustych butelek. Pod
kaloryferem para starych butów. Suszą się od zeszłej (jesiennej) ulewy. I

ruszyło: święta za pasem. I herbata się, k..., znowu skończyła.

Niestety, obrazu, jaki we mnie powstał po przeczytaniu wiersza wymazać nie
sposób. Ale i tak się dobrze bawię.

Bo ja lubię święta. Nawet te kiczowate. I szopki po kościołach. I światła
choinek w oknach. I śnieg. I pasterkę w nim. I zwierzęta, które raz w roku
mogą coś powiedzieć (mój pies ma cała listę zamówień). I zapach wanilii, i
miodu i smak tartych żółtek. Nie lubię tylko tłumów w Geancie. To i nie
chodzę.

Wesołych, pogodnych, kolorowych, białych życzę. A Poecie najbardziej
(przydałaby mu się kobieta).

*kama*


Słyszałem trochę o bólach Hortona, jako o rodzaju bardzo silnych bóli
migrenowych, które wręcz zgniają pacjentów wpół. Jeśli to nie
tajemnica, czy

Ze swej strony współczuję. Może herbata z takiego zioła jak melisa
byłaby
pomocna. Może ta kombinacja kawy z cytryną, o której pisałem.


Ano, przebieg jest mniej więcej taki. Przez rok, dwa lata spokój - u
mnie będę opisywał, co się dzieje - potem przez trzy do czterech
miesięcy pojawia się ból, częstokroć po południu, trwa godzinę, potem
przerwa i znów godzina lub dwie, czasem tak trzy do czterech dni, czasem
w ogóle boli cały dzień - "odejmuje" mi prawą połowę głowy i szyi, ból
wchodzi w bark i schodzi do łokcia. Oko łzawi, pojawia się silna
wydzielina z zatoki czołowej (stąd często klasterowy ból mylony jest
przez rodzinnych lekarzy z zapaleniem zatok), ślinotok i światłowstręt.
A nie daj... powiedzieć coś głośniej lub zaszeleścić gazetą... aż
gwiazdy latają pod czaszką. I tak kilka dni, potem ze dwa tygodnie
przerwy, potem znów kilka dni.... i po takiej półrocznej sesji na dwa...
półtora roku spokój.

Inhalacje tlenem nieskuteczne w moim przypadku, okładanie lodem szyi po
bolącej stronie jakiś tam efekt daje, środki przeciwbólowe nic nie dają.
Jak już pisałem gdzie indziej, mam ataki żołądka (po wypadku na huźdawce
mam nieco skompresowany krąg w piersiowym i daje się we znaki jak
ch.....) i raz taki atak zbiegł się z bólem głowy... morfina pomogła na
żołądek ale głowie nic nie pomogło.

Z czasem już tak nie boli, człowiek się przyzwyczaił, choć rwanie zęba w
stanie ropnym bolało mniej ;-)

Tylko przeszkadza, jak trafi się sesja czy coś ważnego w domu lub pracy
:-(

Najśmieszniejsze jest, że oko łzawi a człowiek ma uczucie jakby mu
chciało wyjść z czaszki i popatrzeć z pobliskiego stołu...

Pzdr
Paweł


Litografia to technika bardzo bogata w możliwości, można na kamień
rysunek nanosić za pomocą kredki (specjalnej),
tuszu a co za tym idzie: pędzel, stalówka itp, można zakładać też
aple, monotypie, szablony, właściwie czego dusza zapragnie.
A potem można to: drapać, retuszować, częściowo zeszlifowywać, co
widać bardzo wyraźnie na ulubionych w latach 20-30 gradientach


Tak, wiem. W zasadzie wszystko to przerabiałem na własnej skórze ;)

(tu plakat z Piłsudskim ), moim zdaniem mamy tu do czynienia z wypasionym
plakatem na dużą uroczystość i sądzę że są tu co najmniej 4 kolory ale
pewnie więcej nabić, gdyż jedno położenie koloru nie dawało
wystarczająco mocnego koloru i trzeba było go podbijać.


Zdarzały się litografie barwne drukowane np. z 10 lub 20 kamieni. Louis
Prang używał niekiedy 40 kamieni do druku jednej karty świątecznej.
Chromolitografia była też używana do zadruku blaszanych opakowań (a
właściwie na blasze, którą póżniej formowano w puszki na herbatę, kawę,
kakao, tytoń itd.) - i to w zasadzie były początki offsetu. Ze wzgledu na
trudność w drukowaniu z kamienia bezpośrednio na blasze posługiwano się
transferem. W poł. XIX w. używano do transferu cienkiego papieru, na którym
był nadrukowywany obraz (czyli po wydrukowaniu na papierze był on w
lustrze), przenoszony nastepnie z papieru na blachę. W 1875 r. Anglik
Barclay opatentował metodę druku offsetowego na blasze - farba była
przenoszona z kamienia na tekturowy (czy też pokryty kartonem) cylinder,
następnie z cylindra na arkusz blachy. Później Barclay zaczął używać
cylindra pokrytego gumą.

Wielu obecnych artystów używa blach do rysowania z powodów
technicznych (kamienie są ciężkie jak cholera) ale nie opowiadają tym.


Niekoniecznie jest to trzymane w tajemnicy. W katalogach MTG trafiają się
prace podpisane np. "litografia na blasze", czy "algrafia".
Kamień na taki plakat o wielkości ok. B1 to faktycznie jest ciężar dla 4-6
osób.



Wiesz, jestes chory.
Ten chlop powinien cie skarzyc co najmnjiej do Komisji d/s Etyki.


Sczerze mowiac, powinienes zasiegnac porady psychiatry. Albo przynajmniej
lyzke bromu do herbaty dodawac...

To jest tak, ze znajac istote informacji, za friko masz gebe zamknieta
ale po platnej poradzie
informacje udzielasz.

To jest chore i trzeba tepic.


Tepic trzeba przemadrzalcow takich jak Ty, ktorzy malo wiedza a najglosniej
krzycza.

To nie masz byc lojalny, ale zajac sie robota.
Rodzina to rodzina i wara tobie od prywatnych ocen, co sie oplaca a co
nie.
Wara i juz i do roboty.
Handel informacja to inna branza.
Albo wroc na wyklad nt. etyki.
Nie wolno ci nawet miec takich chorych mysli.
To nie twoj biznes.
KPW ?


Pacjent jest moim klientem i obowiazuje mnie tajemnica co do NASZYCH
interesow. Rodzine wolno poinformowac po uzyskaniu zgody pacjenta. Tak jest
w kazdym cywilizowanym kraju. Choroba jest sprawa lekarza i pacjenta, tak
jak spowiedz jest sprawa ksiedza i penitenta!

Twoj biznes to leczenie i informowanie o stanie zdrowia chorego
i nic wiecej.
Zadnych policyjnych domyslow.
To nie sledztwo. A ty nie prokurator.
KPW ?


... szkoda gadac. Lepiej polknij te brom...

Bo za to ci placa.
Masz uzdielac informacji o stanie zdrowia chorego i juz.
Taka robota, taki obowiazek.
A twoje mysli sa paranoicznie chore.
Trzeba to leczyc.
Albo isc na sledczego do policajow


Jak wyzej...

Z doswiadczenia wiem, ze lepiej dla wszystkich jest trzymac gebe na klodke,
a nie rozpowiadac na prawo i lewo, kazdemu kto przyjdzie i zapyta, co
choremu dolega. Zwykle rodzine sie informuje, ale tu trzeba przyjac
domniemanie zgody chorego. W ostatnim czasie spotkalem sie z dwoma
przypadkami kiedy to pacjent (czyli nasz klient) zrobil awanture lekarzowi
poniewaz ten poinformowal rodzine o jego stanie zdrowia i rokowaniu.
Wczesniej nie zapytal zainteresowanego i mial klopoty.... Taki staje sie
swiat... Moja choroba, moja sprawa. Ot co.

pozdrawiam
Konrad



Nie ma lustra, nie ma szkła półmatowego, nie ma filtrów w sześciu
kolorach... Jest żarówka halogenowa. :) Ponadto światło (widzialne
czy podczerwień) nie jest żadną tajemnicą. :) Nie twierdzę, że jest
zupełnie obojętne dla człowieka, ale że taką lampę można mieć za
kilkadziesiąt złotych. :)


Nawet nie wiesz, baranku, jak to jest skonstruowane, więc mi kitu nie
wciskaj ;o)
Nawet nie wiesz, jak to jest skonstruowane, no cóż... a dyskutuje?! Jak nasi
politycy... na niczym się nie znają, a dyskusje próbują prowadzić
zawzięte...

Już Ci wyjaśniłem przykładami, że skaner coś ogląda punkt po punkcie
lub czegoś szuka w taki sposób. :) Urządzenie z rehabilitowni ;)
świeceniem i zachowaniem przypomina trochę płaski skaner
,,komputerowy''. Fotograficzne skanery są już zupełnie inne.
Oczywiście nijak się takie urządzenie ma do całej masy innych
skanerów i nie chodzi tu o drobiazgi,
ale o sedno sprawy -- skaner czyta i/lub szuka. Radar samolotowy można
od biedy nazwać skanerem, bo skanuje niebo w poszukiwaniu latających
przedmiotów.


To idź do producentów aparatury i ich namów, żeby zaczęli swoje skanery
nazywać inaczej... tam się kłóć, a nie ze mną... albo zrozum, na czym polega
przeniesienie nazwy z jednego przedmiotu na drugi, jaka następuje w tym
przypadku... skoro umiesz pisać, masz więc pewnie zwoje, to ich wreszcie
użyj.

Aby pomieszać herbatę -- trzeba pomerdać stosownie zanurzoną łyżeczką.
Samo merdanie łyżeczką (niezanurzoną w herbacie) nie doprowadzi do
mieszania tejże herbaty.


Łyżeczka do herbaty nie zawsze zanurzona jest w herbacie, jednakże pozostaje
łyżeczką do herbaty, i wuzetkę można nią zjeść na przykład... oj.
trolliszcze moje kochane... komu ja to mówię...

Pzdr
Paweł

PS Kończę dyskusję z Tobą na temat rehabilitacji, bo jesteś totalnym
ignorantem... zresztą, jak czytam, nie tylko w tej dziedzinie...


nasze paliwa które są zbyt "suche" i mają mniej siarki niż paliwa np. w Niemczech


ZTCW (a wiem) jest norma dla UE o zawartości siarki w paliwie na poziomie 10 ppm. (dla niewtajemniczonych- 10 części na milion, znaczy 10 gramów na tonę- bardziej obrazowo 2 łyżeczki do herbaty siarki na ok 1200 litrów paliwa). To siarka oraz skład paliwa- długość łańcuchów węglowodorowych determinują kopcenie.

Tak naprawdę paliwa w Polsce pochodzą od kilku producentów- zbyt wiele rafinerii nie mamy, więc szansa że paliwo będzie pochodzić z Płocka jest dość duża.

Reszta paliw- tych lepszych (Verva, V-power, Ultimate itd.)- bazą zazwyczaj jest standardowy ON, reszta to dodatki, ścisła tajemnica konkretnej firmy. Najczęściej dodawane są w bazach paliwowych.

Paliwo w Polsce praktycznie na każdej stacji benzynowej zawiera dodatek biokomponentu, wynikający z ustawy o Narodowym Celu Wskaźnikowym , wytyczającym minimalny udział paliw pochodzenia naturalnego w bilansie sprzedaży paliw. Najczęściej jest to ok 4,5%. Czysty Bio sprzedają napewno na stacjach bliska (marka Orlenu). Pewnie są tacy ze starszymi dieslami (traktory???), które to przełkną.

Jeśli chodzi o stacje przy supermarketach- sprzedaż paliw to dla nich dodatek, który ma przyciągnąć klientów- przyjedzie zatankować (czasem z końca miasta, bo przecież jest o ileśtam groszy taniej) to może i zrobi zakupy. Nie wiem, tylko przypuszczam, że marże są na minimalnym poziomie (choć porównując Carrefoura i Auchan nie do końca tak jest- kilka groszy różnicy w cenie), tak by tylko zwróciły się nakłady inwestycyjne, oraz bieżąca obsługa stacji. Nie wierzę w to, że ktoś będzie chrzcił paliwo na takich stacjach, gdyby wyszło że jeden albo drugi okrada klientów to jest spora szansa, że stracą kilku klientów także i na sklepie. I raczej nikt sobie nie jest w stanie na to pozwolić.

I pewnie w każdej sieci paliw trafią się czarne owce, co będą chciały dodatkowo zarobić- ochrzczą paliwo. I na to nie jesteśmy w stanie nic poradzić. Jedyny plus w takim przypadku jest taki, że jak jest to duża sieć paliw, to się nie zawinie i pewniej będzie można wyciągnąć kasę na naprawę (czasem może być trudno przez prawnikówm, ale nie jest to niemożliwe). Co innego w przypadku prywaciaża, który może się zawinąć.

Poza tym każda sieć stacji paliw prowadzi własne kontrole (chrzenie paliwa to okradanie firmy i ewentualna utrata image'u). Podobno są kolosalne kary za taki proceder.

Ufff, ale się rozpisałem, sorry.

Do tematu- każdy ON byleby na stacji sieciowej, jakakolwiek by nie była, zazwyczaj tam gdzie taniej, ewentualnie po drodze, staram się specjalnie nie jeździć na drugi koniec miasta .

Nie ważne, w którym roku, ważne że na herbatę po 16.00! W tej kontynuacji tkwi bowiem tajemnica dla spostrzegawczych - to będzie już przynajmniej druga herbata Tomasza tego dnia

To niech będzie, że ja na początek.
I cóż, nie wiem, na ile to dziwi, śmieszy czy straszy, ale ja osobiście już po dziesięciu minutach oglądania "Dnia Świra" stwierdziłem, że jest to film o mnie. Zresztą stwierdziłem to nie tylko ja ...
Jest oczywiście kilka różnic, ale mimo wszystko nic nieznaczących.

Ja liczę do pięciu (nie do siedmiu).

Mam manię poprawności językowej, siebie i wszystkich ciągle poprawiam. Zwłaszcza z "tą" na "tę" (gdy oglądalismy ten film paczką, wiele spojrzeń w momencie, gdy bohater poprawia siebie, skierowanych było w moją stronę).

Z porządkiem jestem trochę na bakier, ale ogólnie jestem pedantem. Gdy sprzątam, układam wszystko tak, by było wobec siebie idealnie równolegle lub pod kątem prostym. Książki na półce układam według formatu i grubości, koniecznie tak, by napisy na grzbiecie można było odczytać, nie machając głową na boki naprzemian to w prawą, to w lewą.

Biegam non stop po pomieszczeniu, w którym przebywam i co chwila trzaskam drzwiami, bo je domykam. Nienawidzę niedomkniętych drzwi, niedokręconych kurków, niezakręconych nakrętek itp. itd.

Zawsze dolewam sobie wody do herbaty, gdy jestem goszczony przez znajomych, bo "jeśli się nie wyleje [przy przenoszeniu], to znaczy że za mało nalane".

Cóż, tyle na teraz.
Z pewnością jest tego więcej, ale może warto pozostać choć trochę tajemnicą?...

Na koniec dziwactwo z naszego własnego podwórka: swoje posty poprawiam średnio pięć (!) razy. Rzadko się zdarza, by pozostał w obiegu post oryginalnie wysłany. Zawsze się dopatrzę brakującego przecinka i poprawiam, poprawiam, poprawiam...

ooo- ciekawie. tak- aspartam to straszne swinstwo. wole juz cukier, mimo,ze tez jest szkodliwy. jak jest miod to cuker wowczas robi do widzenia. zadziwiajace jest to,ze brazowy cukier czyli nierafinowany jest drozszy od bialego. nie wiem czy dobrze kumam,ale skoro jest nierafinowany, to jest mniej zachodu w produkcji.to tez zalezy od konkretnej osoby jak reaguje na dana substancje,lub nawet cal mase ludzi. z tym ostatnim to chodzi mi np. o takie fakty. otoz Aborygeni nie znali cukru. poznali poprzez Europejczykow. i wiem to to od moich przyjaciol,ktorzy byli w Australii, i mieli mozliwosc udac sie wraz antropologiem o rezerwatu (strasznie to brzmi- pierwotni mieszkancy jak zwierzeta w rezerwacie). chcieli cukierkami czestowac dzieci,ale dowiedzieli sie,ze to zawsze konczy sie u nich cukrzyca!!! bardzo szybko lapia tego bakcyla i trzustka nie moze podolac.tak samo alkohol- bardzo szybko sie uzalezniaja, podobnie jak Indianie. w tym ostatnim przypadku nie jest zadna tajemnica,ze w duzej mierze poprzez zaznajomienie Indian z alkoholem tak ich wyniszczono. przede wszystkim rozne chorobska oczywiscie,ktore u nich nie istnialy,ale alkohol duza role w tym odegral. ale skad my to znamy? "rozpijanie chlopow". istanialy przepisy ktore wrecz nakazywaly zakup gorzly w knajpie swego pana.

co do innych ceikawostek- to dla palaczy tytoniu. nie ludzcie sie- w wiekszosci papierosow sa przerozne dodatki. najczesciej jest to amoniak,ktory w polaczeniu z jakimkolwiek alkaloidem (w tym przypadku z nikotyna) w ogromnym stopniu poteguje uzaleznienie. a przy tym tyton jest znacznie bardziej trujacy. ogladalem nawet taki niemiecki film dokumentalny o koncernach tytoniowych. badano m.in. roznice - co jest w papierosach zwyklych (jesli chodzi o moc) oraz np. tzw. light, i ultra light. okazalo sie ,ze te ostatnie sa bardziej zabojcze niz te pierwsze. ultra light zawieraly tyton + jakies substancje "wypelniajace". to tak jak z parowkami w ktorych mieso (a wlasciwie rozne odpady) to niewielki procent a reszta to celuloza.mowiono nawet o faktycznych narkotykach dodawanych przez najbogatrze koncerny. w UE zakazano dodawania amoniaku, ale trudno powiedziec czy faktycznie jest to sprawdzane i realizowane. a poza tym- nie wierze w to,ze tyton ktory zostal w fabrykach w momencie wprowadzenia zakazu zostal zutylizowany. powedrowal zapewne do krajow,ktorych nie istnialy i nie istnieja tego typu zakazy. za duze starty by byly.ale np. zboze- to potrafiono po prostu niszczyc!!! a poza tym tyton potrafia uprawiac (te koncerny ) w krajach gdzie jest to tanie - czesto na terenach skazonych poprzez dzialanosc wojskowa. tak samo z herbatami- spora czesc herbaty pochodzacej z Wietmamu jest uprawiana na obszarach ,na ktorych podczas wojny wojska amerykanskie zuwyaly roznej broni chemicznej. co do coca coli- poza tym,ze to zwykly odrdzewiacz, to jest jeszcze i to,ze wycina sie lasy amazonskie by zwiekszyc obszary pod uprawe krzaczkow koli.

Ale musicie przyznać że ekipa trzymała to wszystko w niezłej tajemnicy. Gdyby do sieci przeciekły dwa zdjęcia - Indy na tle grzyba i Indy na tle UFO, byłoby po herbacie

Chapter 420
Dobry czapter, choć moim zdaniem nieco gorszy niż poprzedni.
A więc:
-> okładeczka wymiata, w końcu widzimy jak wyglądali wszyscy posiadacze ogoniastych
-> dalsza część treningu, Naruto jak zwykle robi zadziwiające postępy, jak w takim krótkim czasie przewyższy Jiraye to uznam to za lekkie przegięcie...
-> Iruka i Pain, niewiem co Wy macie do biednego Iruki, że większość życzy mu śmierci, ale nie wnikam ^^
->Kakashi ocala Iruke i zaczyna się walka z deszczowym Painem, ten ostatni w końcu pokazuje, że potrafi coś więcej niż przyzwanie deszczu i jeszcze ta broń... Kakashi będzie miał ciężko, aczkolwiek walka zapowiada się na interesującą, ciekawe czy ujrzymy Kamui w akcji... Swoją drogą myślę, że Kakashi w tej walce nie zginie, przecież autor w wywiadzie powiedział, że coś niezwykłego mu się przytrafi ...
-> dalej herbatka u żabek, paplanie o tym jak to Sage Mode jest ryzykowny, niepotrzebnie tyle stronek zmarnowanych
-> fuzja hehe dragonballowe "scalenie" xd
-> tajemnica Paina powoli się odkrywa, pewnie żeby go unieszkodliwić powyrywają mu te pręty, pierw wymyślą jakby tu się do nich dobrać... więc Konoha- obcęgi w łapę i do roboty :D
-> ojciec Ino coś znalazł, ciekawe, ale lepiej późno niż wcale
-> Pain z kolcami na łbie.. What is THAT O.O, pierw pociski z łap, potem jakieś rakiety a teraz działo jakieś... ten Pain jest... najgłupiej zrobiony ze wszystkich Painów imo
-> Team 8, może w końcu się wykaże, bo po TSie mieli bardzo małą rolę jak na razie
-> Tsunade chce sprowadzić Naruto do wioski z powrotem, tylko czy aby na pewno ? Cała wioska nie da sobie rady, więc trzeba wzywać wybrańca... Ale czy wybraniec sobie poradzi... w końcu to shonen, więc prędzej czy później zły dostanie po pupci ^^ Hehe, żeby nie było tak jak w niektórych tego typu mangach ... dwoje kozaków walczy, zaś reszta towarzystwa patrzy i podziwia...
No dobra... 7/10

"Nowa matura" ja już sam nie wiem jak co kiedy i gdzie bo to wszystko zakrecone jest ale przytocze jeden tekst
Maturalne sikanie przez sms

Urzędnicy Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej opowiedzieli dyrektorom szkół, jak ma wyglądać matura od kuchni. Zakazali powtarzać tego prasie. Na szczęście nie wszyscy posłuchali - pisze "Życie Warszawy".

Rozmówcami gazety byli dyrektorzy warszawskich liceów, nazwani przez nią umownie dyrektor Jan i dyrektor Ewa. Ich zdaniem, pod hasłem tajemnicy kryje się lekceważenie kodeksu pracy i garść zwykłych absurdów - podaje gazeta.

Egzamin pisemny trwa pięć godzin, wliczając w to półgodzinną przerwę na herbatę i kanapki. Przed i po przerwie maturzystom nie wolno wychodzić na siusiu. Urzędnicy początkowo chcieli pozwolić na siusianie tylko osobom, które mają lekarskie zaświadczenie o chorobie nerek. Ostatecznie siusiać mogą wszyscy, ale... Jeśli kogoś przyprze, nie wolno mu wyjść do toalety samemu, nie może też odprowadzić go członek komisji, bo tym nie wolno opuszczać sali. Do sal może zaglądać tylko dyrektor, ale za to komisji nie wolno z nim rozmawiać - informuje "Życie Warszawy".

Co robić? Gdy uczeń zgłosi, że chce sikać, przewodniczący komisji musi mi przesłać SMS o treści: 'Sala 5 chcemy siusiu', wówczas ja tam pójdę, a komisja wskaże mi palcem ucznia, którego zaprowadzę do kabiny, a potem odprowadzę - opowiada gazecie dyrektor Jan, u którego matura będzie odbywać się w 12 salach. A co mają zrobić członkowie komisji, jeśli ich przyprze? Niech pozakładają pampersy. W trakcie egzaminu nie wolno im sikać ­ dodaje dyrektor Ewa.

Dyrektorzy rozglądają się też za łóżkami polowym. Wielu nie będzie się opłacało wychodzić ze szkoły przez trzy maturalne tygodnie. Każdego dnia dyrektor będzie musiał siedzieć do godz. 22. Do tego czasu w placówce ma zjawić się specjalny kurier, któremu zostaną przekazane napisane prace. Dyrektor nie może umówić się z posłańcem na konkretną godzinę, ponieważ godzina jego przyjazdu jest objęta tajemnicą. Podobnie jak poranny przyjazd kuriera z tematami egzaminacyjnymi na dany dzień. Wiadomo tylko, że ich rozwożenie będzie się zaczynało o godz. 4 rano - pisze "Życie Warszawy".



Wieczór rosyjski

COOLture working group – prężnie działająca grupa robocza krakowskiej anteny AEGEE po raz kolejny , zachęcona sukcesem i pełnym entuzjazmu odbiorem poprzednich wieczorków tematycznych, podejmuje się przybliżyć wszystkim miłośnikom kultur innych narodów kolejny barwny obszar tradycji, historii i sztuki, a także tajemnice życia codziennego. I choć zadanie wiązać się będzie z ogarnięciem aż 12 stref czasowych i wybraniem się w długą podróż, CWG zaprasza na spotkanie z naszym sąsiadem – z Rosją.

To będzie jedna z niewielu okazji by przebyć bezboleśnie syberyjski trakt prowadzący ku najwyższym szczytom Uralu, wkroczyć w świat nieziemskich krajobrazów i rdzennych mieszkańców Autonomicznej Republiki Komi, posilając się przy tym prawdziwie rosyjskimi specjałami i gasząc pragnienie herbatą. I choć atmosferę podgrzewać mają nie tylko napoje z samowaru, ale i inne klasycznie rosyjskie trunki, to zamierzeniem organizatorów jest wyjście poza wąskie stereotypy i wieloaspektowa prezentacja kultury rosyjskiej jako przeciwwagi dla popularnego dziś spojrzenia na ten kraj przez pryzmat socrealistycznej kolorystyki. Dlatego należy oczekiwać próby odpowiedzi na pytanie jaka dziś jest Rosja i jakim rytmem żyje jej stolica. Pomocna ma być w tym lekcja języka i poznanie zwyczajów i tradycji bez których każda wizyta na wschodzie byłaby niepełna i pozbawiona smaku. I właśnie to rozbudzenie apetytu na podróże niewątpliwie skłoni większość gości do udziału w nieszablonowym konkursie nie tylko przynoszącym satysfakcję uczestnikom, ale i szansę na atrakcyjne nagrody, a w dalszej perspektywie może sprawi, że za cel kolejnych wakacji obrana zostanie właśnie Rosja. Dla znużonych pełnymi liryki pieśniami lub dźwiękami współczesnej rosyjskiej sceny muzycznej i tych, których nadmiar słodkich blinów przeniósł wspomnieniami do dzieciństwa, czekać będzie dobranocka.

To wszystko: czar muzyki i sztuki, miękka melodia języka, magia Uralu, bezdroża Syberii, a nawet pełne ciepła rosyjskie bajki – strawa dla ducha i ciała czekać będzie na uczestników kolejnego wieczorku narodowego CWG krakowskiego AEGEE. Dla wszystkich, którzy zdecydują się przyjść do hostelu Good Bye Lenin w piątek 14 marca o godzinie 17:00 zapowiada się prawdziwie „biała noc”.

14.03.2008, piątek
godzina 17:00

Hostel Good Bye Lenin
ul. Berka Joselewicza 23
Kraków

Wstęp wolny!

Dziwie sie że nie ma tematu dotyczącego kolejnego polskiego horroru który zresztą dzisiaj będzie mozna zobaczyć


Filmik obejrzany to i można cosik więcej o nim napisać

Na Litwę i Żmudź w poszukiwaniu starych ksiąg sakralnych wybiera się pastor Wittembach. W pociągu spotyka księżną Katarzynę Pacową, młodą Julię Dowgiełło oraz miss Pamelę Lee, które zapraszają pastora na herbate, a następnie do siebie gdy ten odwiedzi Wilno. W poszukiwaniu ksiąg pastor trafia do pałacu hrabiego Michała Szemiota, gdzie poznaje mroczną tajemnicę rodziny...

To tak pokrótce żeby zbyt wiele nie zdradzać... historia jest ciekawa problem tylko w tym że film w ogóle nie straszy poza scenami początkowymi w czasie burzy które są świetnie zrobione i mają swój klimat...reszta filmu upływa spokojnie bez żadnych zrywów niestety groza i napięcie także tracą na sile...
wracając do historii to miło sie ogląda film bazujący na wierzeniach i zabobonach bliskich naszym

co ważne aktorstwo jest jak dla mnie świetne... zero przesadności wszystko wygląda naturalnie a przez to i milej się to wszystko ogląda

lokacje... czyli pałac na odludziu, ruiny zamku i dziki las są dobre choć także grozą za bardzo nie napełniają... za to cmentarz z początku zdecydowanie to wszystko nadrabia

no i na koniec świetna muzyka Killara... to ona wraz z grą aktorską (szczególnie hrabiego, jego matki i profesora) wywołuje napięcie i grozę...

Ogólnie film jest dobry... tylko jako horror słabo się sprawdza.

Jak dla mnie mocne 7/10 warto zobaczyć bo film sam w sobie jest dobry... strachu sie jednak nie ma co spodziewać...

Jutro postaram się wrzucić następną część Pozdrowionka

[ Dodano: 27-01-06, 16:19 ]
Kasia: Gdzieś ty była?!
Nicola: Użerałam się z durnym ochroniarzem! Co za przychlast!
Dawid: A masz coś w ogóle? My z Kaśką zrobiliśmy po wywiadzie i oprócz tego masę fotek.
Nicola: Ja?! Eeee...no dobra nic nie mam!
Było jej strasznie głupio z tego powodu...
Kasia: Co?! Jak to?! To co ty robiłaś tyle czasu?!
Nicola: Już mówiłam...
Dawid: Aaaaa, czyli flirtowanie to to samo co użeranie się?!
Zapytał ironicznie.
Nicola: Nie rozumiesz człowieku?! Ten _ nie chciał mnie wpuścić do The Rasmus!
Kasia: To oni też byli? Czemu nie dali koncertu?
Nicola: Nie wiem...
Dawid: I co z tego, że byli?! Zawaliłaś Niki!
Powiedział to specjalnie, aby ją jeszcze bardziej zranić...
Kasia: Dawid daj spokój!
Nicola: To wy dajcie sobie siana i wiecie co?! Wypchajcie się!
Wsiadła na tylne siedzenie w samochodzie i do samego hotelu nikt się nie odzywał, mimo iż Kaśka starała się załagodzić sytuację... W napiętej atmosferze każdy rozszedł się do swojego pokoju...
Tej nocy Nicola nie mogła zasnąć, była na siebie wściekła. Wtedy przypomniała sobie spojrzenie Linta przeszyte tajemnicą, aż ciarki ją przeszły... Po kilku godzinach zmęczenie dało jednak o sobie znać i dziewczyna zasnęła.
Rano obudziło ją pukanie do drzwi.
Kasia: Ej Niki! Chodz z nami trochę pozwiedzać!
Nicola: Nie dzięki, chce mi się spać.
Kasia do Dawida: A może ona na nas naprawdę się aż tak obraziła?
Dawid: Ojej masz problem! Nie chce to nie! Nic na siłę!
Nicola usłyszała słowa kolegi ( dziwne, gdyby było inaczej, pewnie pół hotelu miało okazje usłyszeć jego wrzaski), zrobiło jej się przykro, chociaż zawsze olewała głupie texty Dawida...
Kasia: Wiesz co Dawid? To nie było miłe!
Dawid: Dobra, idziemy, bo te sterczenie tu i kłótnie do niczego nie doprowadzą.
Kasia: I kto to mówi?!
Nicola zakryła głowę poduszką i próbowała zasnąć, lecz po kilkunastu minutach wygramoliła się z wyrka. Postanowiła się ogarnąć i mimo wszystko wyjść na miasto.
Tak więc spacerowała ulicami, nie zwracała jednak na nic uwagi, była jakby nieobecna-sama nie wiedziała co się z nią dzieje i to było najdziwniejsze. Weszła do jakiegoś baru, zamówiła herbatę i lampiła się w TV, nagle zapodano In The Shadows. Dziewczyna trochę oprzytomniała i z zaciekawieniem przyglądała się wokaliście-nigdy tego wcześniej nie robiła, choć teledysk widziała setki razy... Dopiła płyn, zapłaciła i udała się do hotelu. Tam powitała ją Kasia jakby jej z tydzien nie widziała.

Użytkownik "Iwona" <iwa42@op.pl> napisał w wiadomości
news:c3qami$ppj$1@earth.sauron.pl...


JejQ, a cóż cię do tak długiej głodówki przypilło. Na czym ona polegała i
czym była spowodowana (jeśli możesz zdradzić rąbka tajemnicy swojej)?


Ależ oczywiście... Toż rąbki rąbkami... stworzone do uchylania
Otóż głodówka polegała na... głodowaniu. Pierwsze dwa tygodnie przetrwane
jedynie na szklance wody dziennie i zupełnie nic poza tym. W trzecim
tygodniu
rozbestwiłam się i "zaszalałam" - włączając do "jadłospisu" szklankę zwykłej
niesłodzonej herbaty miast wody. Po upływie siedmiu dlugich dni nastąpiła
kolejna zmiana... zero wody, zero herbat, w miejscu których ulokowałam sok
pomarańczowy (nigdy więcej niż 0,2 l dziennie)...
I tak dni się sączyły... pełzały... niemalże tak wytrawnie jak ja po
ścianach mieszkania,
nierzadko podłogach. Wycieńczona poznałam ich topografię z bliska i
dogłębnie.
Okrutnie wspominam ów okres... Było mi niedobrze, robiło mi sie śnieżnobiało
przed oczętami, przesypiałam 3/4 dnia, byłam osłabiona, brakowało mi sił
choćby na chodzenie...
Rozregulowałam funkcjonowanie całego organizmu, począwszy od stanu rzęs, po
stan nerek.
Cztery długie, najdługie miesiące... aż tyle musiało się ich przetoczyć,
ażebym zrozumiała
ze nie chce żeby moja rzeczywistosc wyglądała tak dalej. Głodówka wyssała ze
mnie białko,
wapnie, chlorki, żelaza, magnezy i insze wynalazki, ale paskudziejstwo to
nie pozbawiło mnie (doszczętnie) myślenia... dzięki resztkom którego
otrzepałam kolana, nabrałam 3 i 3/4 powietrza
w płuca i...podjęłam decyzję o przejściu na DO.
Obecnie wracam do zdrówka, zasysając oraz kradnąc siły, energię i
optymizm skąd tylko się da

Co do głodówki... Zapytałaś mnie czym była spowodowana...
Hm... namówiła mnie do niej znajoma... może nawet ówczesna przyjaciółka...
która nigdy nie znała granic... mydlinami przetarła mi nie tylko oczy, ale
mnie całą nimi wysmarowała, szczególnie wszystkie
skołtunione pod czołem myśli... które niczym wytrawny malarz obkolorowała
nadzieją i obietnicą
lepszego samopoczucia w obięciach głodowania... A ja posłuchałam jej... za
głośno krzyczała...
Dziś nie jest już moją przyjaciółką... mimo ze wciąż czasem siędnie na
parapecie badz za krzakiem przyczai...
już jej nie ufam... ten jej ohydny brak granic i zadufanie... nawet imię
miała dziwaczne...
zaraz... jak jej było... G... G... hm... tak, już pamiętam - Głupota.

Uważajcie na krzaki i myjcie parapety...
....alicja

"> PS. Jezeli ktos chcialby, przeliczyc swoj zestaw dzienny pod wzgledem
zawartosci skladnikow, to na priv / marekf@aktis.alpha.pl /prosze podac:
produkt i waga /danie musi sie skladac z podstawowych skladnikow, czyli
omlet i inne potrawy odpada, dla potraw, nalezy podac sklad podstawowych
produktow, na 1 osobe/.
odpowiem na priv i zobowiazuje sie do zachowania tajemnicy.
Pozdrawiam
maf


Ok Marek
No to przepusc przez swoj super computer moj zestaw dzienny .

sniadanie ala Barski czas(8-9 rano)

smietana 100g do kawy 3, kupki
smalec 20g do smazenia
zoltka 100g
wedzone podg. 30g
boczek surowy 20g (czasami wedzony)
cebula 50g
pieczarki 50g
czosnek 20g
szczypior 10g
pomidor 60g
grejpfrut 60g
ser bialy 23% 30g dane z opakowania B-1.8,T-6.8,W-2.2 77cal
chol.20mg cukier.8g sodium168mg,potasium33g

Obiad ala Barska czas (15-17 )
Zeberka Wolowe 150g (czasami wolowe)
ziemniaki 100g
kalafior got 50g
brokuly goto 50g
chrzan 10g
maslo do ziem 15g
i warzyw

Snack wieczorny czas 20.00

Truskawki swierze 100g (czesto salata zielona,szpinak itd )
2 lyzki kwasnej 30g dane z opakowania B 1.1g T-4.2g,W-1.8g
smietany 14%
Wiorka kokosowe 10g
orzechy laskowe 10g
herbata ze Stewia 1g Jedna szklanka

To taki przykladowy ,oczywiscie nie jem tego co dzien ale sniadania so
podobne najwyzej zmieniaja sie pewne produkty ,zoltka i boczek prawie co
dzien wazywa i owoce zmieniam dosc czesto ,obiady tez zmieniamy
Ziemniakow nie uzywam wiecej jak 100 g czasami mniej .

Marek ,jak to sie da obslugiwac przez computer idiot jak ja to byc moze kupie
ten program od Ciebie.
Pozdrowienia
Joe

--
Wysłano ze strony http://forum.dieta-optymalna.info/

..

To nie jest takie proste. Można oczywiście wziąć imamów za łby i powyrzucać z Europy, tego raju tolerancji i poprawności politycznej, ale to by przeczyło przecież idei tolerancji. Bo jeżeli wyrzucisz 5-6 immamów, to jeszcze pół biedy. Ale jak wyrzucisz ich ze 200 to już jest problem polityczny, w który włączą się kraje muzułmańskie. To po pierwsze.
Po drugie co do idei zaproponowanej przez Mario. Wyszkolić kogoś i pozwolić, zeby wchłonęła go siatka terrorystyczne. Coś takiego jak misja Jasona Bourne`a. Jest tylko parę problemów po drodze. Al-Kaida nie stanowi już typowego organizmu siatki terrorystycznej - o tym napisał MERC, to zresztą łatwo wydedukować, obserwując zamachy islamistów. Al-Kaida to wg mnie coś takiego, jak "Kapitał" Marxa. Biblia komunistów (na marginesie, bardzo ciekawa książka, gdzie dobrze scharakteryzowano uwczesną mentalność ludzką) stała się wyrocznią dla wczesnego komunizmu. Tak samo tu. Al-Kaida dostarcza ideologii, dzięki której można wysyłać ludzi na śmierć. Ponieważ nie ma struktury schierarchizowanej, więc trudno infiltrować organizację. Swoją drogą natura nie znosi próżni, więc myślę, że całkowite zlikwidowanie Al-Kaidy nie wchodzi w grę
Po drugie, taki koń trojański wg mnie nie ma szans dostać się w najbliższe otoczenie Osamy, Al Zawahiriego itp. To z pewnością jest bardzo hermetyczna grupa ludzi, nauczona doświadczeniem, żeby nie ufać nikomu. W ogóle, i to nie jest żadna tajemnica, siatki złożone z fanatyków są bardzo hermetyczne. Przypomina mi się taki film "Mała doboszka" czy coś takiego, gdzie Mossad podstawił swoją agentkę jako konia trojańskiego, żeby naprowadziła go na Palestyńczyka podkładającego bomby i zostawiającego jako wizytówkę zwinięty kawałek przewodu. Ona do samego końca nie wiedziała, czy facet z którym jest w pokoju jest tym Palestyńczykiem. Dowiedziała się tego, dopiero wtedy, gdy gość montował kolejną bombę i pokazał jej zwinięty przewód.
Więc hermetyczność jest kolejną przeszkodą.
Po trzecie, jak zacznie wyglądać psychika takiego konia trojańskiego, zakładając, że uda mu się przniknąć do założonej siatki? 24 godziny na dobę potworna presja przed dekonspiracją, przebywanie w towarzystwie ludzi, dla których własna smierć jest czymś tak oczywistym jak picie herbaty.
Czy człowiek jest w stanie wytrzymać taką presję, czy nie zacznie się identyfikować z organizacją, którą miał rozpracować?
Szczerze mówiąc, nie oczekuję odpowiedzi na to to pytanie.
Pozdrawiam

Z uśmiechem witam wszystkich. Joanna Katarzyna G. Potocka. Wzięłam się znikąd. W temacie siedzę od niedawna, bo od paru dni, ale już mnie silnie wkręciło.
Ponieważ wielką trudność sprawia mi mówienie o sobie (to kłamstwo, tak naprawdę po prostu leniwam ;)), to się przedstawię tekstem z Grona, wybaczcie.

przechodzę spokojnie przez hałas i pośpiech, lubię zaczynać dzień od kawy i papierosa i samotne spacery, poza tym tylko rower, rolki i biegi, studiować chcę polonistykę połączoną z filologią klasyczną, będę poliglotką i tłumaczem książek, zgłębiam tajemnice matematyki i astrofizyki, lubię psychoanalizę freuda, czytam o zjawiskach paranormalnych, jem gorzką czekoladę, piję gorzką herbatę albo bawarkę, lubię siedzieć w parku i na schodach, palę zapachowe świeczki, śpiewam, lubię śnieg, migdały i piżmo, poduszkę spryskuję męskimi perfumami, noszę trzy typy butów: glany, trampki i szpilki, lubię kolorowe szaliki, falbaniaste spódnice (nie mam) i drewniane koraliki, piszę, rysuję, wiem, jak działa wielki zderzacz hadronowy, gram na gitarze, interesuję się symbolami, typem jestem jesienno-wiosennym, lubię, jak liście tańczą na wietrze i pada deszcz i jest zimno, często siedzę z nosem w książce, pachnę wanilią, mam długie czarne włosy i czarną kotkę zmorę, straszna ze mnie egoistka, maluję lakierem krótkie paznokcie, lubię kolory ziemi, ciepłe, najbardziej chyba brązowy, kocham miasto nocą, jestem 4w5 jak kurt cobain, bob dylan, johnny depp i vincent van gogh.

jestem nudna.

PS Proszę się nie obrażać, jeśli ośmielę się poprawiać. Sama nie jestem co prawda hiperpoprawna, ale jeśli u kogoś zauważę błąd, to zanim go na dobre zarejestruję, już coś mówię. Zgadnijcie, jak mnie przezywają, kiedy tonem Hermiony rzucam: "Włączać!"

PS 2 Mojwa - to jeden z ich najlepszych kawałków, uwielbiam go.

Masz na myśli jej podpis? Och, kocham Closterkeller *rozpływa się* S.

Taaak.

Witam Panie Marku no wielka szkoda ze pan nie byl w Rybniku na zebraniu.Mialem dla pana duzo artykulow i ksiazek o sharpsie jak rownie amonicje mojej produkcji i pociski dla pana no coz...poza tym o waznych zeczach tam mowilismy na temat organizacji mistrzostw polski w strzelaniu czp.Najlepszym sposobem na patrony do sharpsa jes sposob opracowany oklo 1859 roku i w tych patronach zamek nie scina tylnej czesci patrony tylko ogien przepala cienki papierek ktory jest naklejony na tyl patrony a zaslania on otwor o srednicy 6mm ktory tam jest wyciety w denku papierowej patrony.Papier na patrone jast najlepszy w stylu papiru do pisania na maszynie lub niezbyt gruby lecz nocny bialy papier pakunkowy.Do skrecenia patrony potrzebny jest walek z drewna o srednicy takiej jakiej jest pocisk z toleracja + - 0.10mm,o powierzchni wygladzonej i dobrze by bylo jesli walek ten jest o dlugosci oklo 15cm i lekko stozkowym ksztalcie od 13.50 do 13.70mm.Papier tniemy w prostokaty o wymiarach kaliber pocisku x 3.14 x 2 [dwa razy papier owijamy wokul walka] a dlugosc powinna byc taka jaka ma komora prochowa [od czola do poczatku gwintow] plus 10mm naddatku.Umnie te wymiary sa 85 na 55mm.Papir zawijamy scisle na walku[2x] i pokrywamy klejem do papieru pasek szerokosci oklo 5mm i scisle dociskamy.Tutke sciagamy z walka w kierunku zwezenia.Nastepnie powinnismy postarac sie o drugi taki walek o srednicy podobnej pocisku tylko nie trzeba juz tak precyzyjnego wykonania i na tem walku z drewna robiny kreske-oznaczenie o dlugosci od czola walka do kreski takiej jaka jest dluga komora nabojowa,wkladamy gilze na ten walek i odstajacy papier gilzy[oklo 10mm]nacinamy w zdluz w 4 miejscach i zaginany do wewnatrz i sklejamy w ten sposob zaslepiajac tutke papierowa.Potrzebujemy teraz wycinaka szewskiego o srednicy 6mm i wycinamy-wybijamy nim otwor w denku gilzy,te denko zakleja nastepnie sie bardzo cienkim paierkiem o srednicy gilzy[13mm] .Dobry jest papir z chusteczek stolowych lub z torebek na herbate.Sypiemy proch do gilzy[3 do 3.5 grama] na proch obowiazkowo przybitka[ja daje z kartonu o srednicy 13.50mm]delikatwie wszystko dociskam.Na wyrownanie tgz dystansu dosypuje kasze mana i na gore daje druga przybitke i wsowam pasownie pocisk do gilzy.Cala tajemnica w tym zeby precyzyjnie robic patrony oraz wymiar patrony powinien byc taki ze glowica pocisku pewnie siedzi w gwintach lufy a tyl patrony jest na koncu komory prochowej tak ze mozna jeszcze plynnie zamknac zamek.Pocisk w zadnym przypadku nie moze miec luzu czli tgz wolnego lotu w komorze.

Ja jestem za małym odświeżeniem wyglądu forum, bo bywam tu już kilka lat i owszem - podoba mi się, jednak na zmiany nigdy nie jest zła pora.


Zmian kolorystyki nie planujemy bo pomarańcz zawsze była i jest wizytówką nastolatka.
Poza tym, 90% zmian kolorystyki czy designu kończy się buntem użytkowników i odpowiedziami 'bo tamta była lepszaaaaa!!!1111' .

Nie znam się i nie wiem, czy da sie coś takiego zrobić, ale fajnie by było mieć na stronie głównej forum np. listę nowych tematów, na wzrór tego co jest tylko na stronie portalu, do tego może listę tematów najpopularniejszych etc. bo na stronie głównej wyświetlają się tylko tematy na które ostatnio odpowiedziano.


Wszystko się da zrobić. Być może w nowych wersjach nastolatka będzie taki blok na vortalu.

Może jeszcze w temacie małego urozmaicenia - na niektórych forach jest opcja napisania kilku słówek o sobie, co wyświetla się pod nickiem -

kopciuch
marzycielka


Mierna funkcja xP i w sumie cieszę się, że została ona wyłączona.

Ja byłabym za zwiększeniem ilości znaków w podpisie o jakieś 50, bo ciekawsze sentencje i/lub cytaty się nie mieszczą, ale rozumiem, że dopóki nie odciąży się serwera(?) (bazy danych czy czegoś tam :P) jest to prawie niemożliwe.


Odciążenie czy miejsce w mysql nie ma nic do tego. Po prostu gubi połączenie z serwerem dlatego są padnięcia.
Znaki można w każdej chwili dodać w Panelu Administratora, lecz uważam, że 150 jest wystarczające. Co Ty tam chcesz umieszczać? Pół 'Krzyżaków"? Nie chcę widzieć Twojej reakcji na GG bo tam znaków masz tylko 70...

Pojawić się coś na pewno pojawi ;P Ale to słodka tajemnica którą dorzucam codziennie do herbaty ;)

Trochę nam się temat Westerplatte rozwinął. Zastanawiałem się czy oprócz nas trzech ktoś to czyta, ale Juka wyprowadziła mnie z błędu. Dzięki Juka.

Przed wybuchem wojny Sucharski dostał wiadomość, że Westerplatte nikt nie przyjdzie z pomocą. Z niezrozumiałych powodów do ostatecznej kapitulacji utrzymywał to jednak w tajemnicy, nawet przed swoim zastępcą kapitanem Dąbrowskim.
Na placówkach młodzi żołnierze dowodzeni byli przez obytych w bojach weteranów I wojny światowej takich jak: chorąży Gryczman i plutonowy Buder. Pomogli oni otrząsnąć się młodszym kolegom z szoku i przygotować do odparcia niemieckiego ataku. Pozwolili oni podejść plutonowi niemieckiemu bardzo blisko przez co zredukowali ich szansę na skuteczne wycofanie się niemal do zera. Niemcy dostali się najpierw pod ogień placówki ,,Wał” a gdy się wycofywali trafili na ogień z placówki ,,Prom”. Wpadli w ścianę ognia z której nie można było wyjść żywym. 2 pluton został zaskoczony ogniem z moździerzy.

Hein Denker były żołnierz niemieckiej kompani szturmowej tak wspomina tamte dni.
25 sierpnia: ,,Przedstawiciel dyplomatyczny Polski – minister Chodecki złożył wizytę kurtuazyjną na pokładzie okrętu, był podjęty herbatą. Na pokładzie kompania honorowa prezentuje broń przy bijących werblach. Niżej pod pokładem my siedzimy jak na rozżarzonych węglach i szykujemy ostrą amunicję”.

1 września: ,,Wiedzieliśmy, że artyleria przeprowadzi dwugodzinne przygotowanie artyleryjskie. Punktualnie o 4.45 nastąpił ostrzał ze wszystkich luf. Jednak po pierwszej salwie kompania powstała jak jeden mąż, każdy chciał być pierwszym. Ale przez to druga fala – jak ślepi – dostała się pod ogień własnej artylerii. Dowódcy kompani nie nic innego jak wystrzelić czerwone rakiety - ,,ogień artylerii ,,STOP”. W ten sposób zamiast dwóch godzin – niecałe pięć minut – tak wielki był entuzjazm wśród nas. Kosztował nas ten entuzjazm drogo – już po czterech godzinach mieliśmy straty 67 ludzi.”
,,Dla nas wszystko było nowością, wyszliśmy z nastawieniem, że po południu wrócimy na obiad na pokładzie okrętu. Nikt z nas nie liczył się z możliwością, że Polacy stawią tak silny opór...”

a co to za herbatka??


agusiu tak jak Uganda ma swoje tajemnice z Izraela, tak i Włoska wyprawa ma swoje - np. cherbatka...

... filiżanka z resztką kawy zaschłą na krawędzi
przysuwa delikatne ucho jak najbliżej ku mnie
wydyma usta, zaczepia namolnie
chwytając pod łokieć

tani długopis - wiecznie obmacywana dziwka
porzucona na betonowym parapecie
wskazuje pasy żółtych pól za oknem
o tej porze roku brzemiennych

krajobraz przez nagą szybę
upstrzoną kroplami
sinieje ...

Zadumę przerywa wejście nowej grupy zwiedzających. Jest to wycieczka
działaczek organizacji kobiecej z Zakładów Włókienniczych. Przechodzące
kobiety schylają głowy pod olbrzymim napisem:
"GALERIA  RYCIN  I  RZEŹB ... ".

Staruszek - przewodnik wynurza się z cienia:
"... proszę przechodzić dalej ..." .
Jego monotonny głos panuje nad otoczeniem.

[podniecenie]
Cichy gwar i szelest miękkich kapci wypełniają salę.
Ćmiące kandelabry oświetlają stalaktyty szkiców.
Nikłe światło z brązów i mosiądzów ścieka opieszale.
Szklane półki łowią blaski w zgrzebnych matach ceramitów.
Wszędobylski rudy półmrok wnika zlewnie i ospale.

[carbonides]
parami, na wyprzódy, w kapturach, fikuśnie
utykając raz po raz,  tłoczą się gromadnie
by chwilę nieruchomo nasłuchiwać w półśnie
skąd szeptana kropelka na podłogę spadnie
i uwalniając błystki gwiazdą się rozpryśnie,
podaruje natenczas truchłym myślom na dnie
ryte onegdaj znaki zarośnięte właśnie
w pacierzach kręgów chwastem, słońca łasym we dnie,
lecz przypadłe ciemnościom, sparciałe cieleśnie
niczym przetak nawodny biorąc tracą snadnie,
znów skokami, ukryte w kapotach i szpaśnie
tykając się, w poślizgach, ruszają gromadnie,
w marszu po raz kolejny pozostają w półśnie

[odpływ]
Ścichłe głosy i szuranie opuszczają salę. Zatem
źródła światła, ćmiące sennie lampy, wygaszają szkice.
Stalagmity brązów budzą pory i zachodzą matem.
Szklane półki, obłowione, topią w mrokach tajemnice.
Wszechobecny rudy półmrok mrużąc ślepia karci szeptem:
"pst ! ktoś knoty gasi  ...  idą dalej".

... dziewczyna...
... ta z włosami spiętymi z tyłu ... tak ...Ona ...
... Moja droga mała Lou ...
zapamiętałem ją tulącą do piersi książki w podmiejskim pociągu
jej zmieszanie i natrętny wzrok pewnego młodzieńca
który w tamtej chwili zapragnął poznać wszystkie wiersze
i te - skrywane za zasłoną ramion
i tamte - odciśnięte śladem nieprzespanej nocy
na ustach i powiekach

Gromadka kobiet , w onieśmielającym skupieniu, podążyła za staruszkiem.
Fragment odłamanego szyldu "...FALLICZNYCH", obrócony lewą stroną do
góry,
teraz służący jako blat stolika do parzenia herbaty, pozostał chwiejnie
pod
ścianą.
Ciszę wypełniło echo odległych szelestów i szeptów.

---------------------------------------------
c.d.n.
---------------------------------------------


Tak sie zastanawiam...
dlaczego zowlennicy diety DO nie chca podac przykladowego jadlospisu
chocby
na jeden dzien.


Wiesz, my już nie zajmujemy się tak przyziemnymi sprawami jak jadłospis.
Błąkamy się po meandrach biochemii, zgłębiamy tajniki ewolucji, genetyki.
Podczytujemy Biblię (w sprawie "grzechu pierworodnego" i procedur składania
ofiar), śledzimy UFO i szukamy Arki Przymierza. Najważniejszą sprawą jednak
dla nas jest temat zasadności istnienia kropki po dr przed nazwiskiem
Kwaśniewskiego.  :)))

Tak na serio, to każdy lubi co innego i mój jadłospis w ogóle może nie być
przydatny dla Ciebie. Jemy w zasadzie wszystko co nie jest  przetworzone z
udziałem chemii. Staramy się zaopatrywać w żywność pochodzącą bezpośrednio z
gospodarstw wiejskich, a nie z dużych ferm. Ja kupuję jajka i kaczki, a
czasami też koguta na rosół z zaprzyjaźnionych gospodarstw, a wieprzowinę w
postaci "ćwiartki" z małej masarni.

Przykładowy jadłospis jest na stronie:
http://www.optymalni-centrum.com/jadlospisy.htm

Jest  on opracowany przez dietetyków i lekarzy na bazie doświadczeń z
udziałem tysięcy kuracjuszy. Powinien być wiec najbardziej uniwersalny i
przydatny dla największego procenta osób.

MM podali..
a jak jest pytanie o DO to zwolennicy diety milcza.
Coraz wieksze zainteresowanie jest ta dieta, szczegolnie gdy MM nie dziala
(na niektorych)
i .......cisza.....
Leszku, Krysiu i inni
podajcie swoj np. dzisiejszy jadlospis :)


Niedziela jest dniem rozpusty :)
Na śniadanie zrobiłem jajecznicę na cebulce, boczku wędzonym i odrobinie
kiełbasy. Część białek wypuściłem do zlewu. Podczas smażenia cebulki dodałem
estragonu.
W dni powszednie zawsze robię dla siebie i żony żółtkownicę na masełku.
Siedem żółtek i ok. 80 gram masła. Do tego herbata dla mnie i kawa dla żony,
a w każdej 30 gram śmietanki 30%.
Tajemnica zjadliwej żółtkownicy tkwi we właściwej temperaturze patelni i w
odpowiedniej ilości masła. Patelnia powinna być lekko ciepła, tylko tyle,
aby masło się nadtopiło. Po wbiciu żółtek lekko podgrzewam i mieszam. Masła
powinna być odpowiednia ilość, bo jak jest za mało, to żółtkownica jest za
sucha, a jak za dużo to nie całe masło będzie wchłonięte i wtedy jest
okropna w smaku.

Weglowodanki uzupełniam dopiero ok 11 -12, kiedy pracownicy mają czas na
śniadanie. Wtedy ja idę na kawkę i dwie cieniutkie kromki zwykłego chleba z
masełkiem.

Obiad zwykle o 19 (do 18 pracujemy).
Dzisiaj na obiad będą żeberka (widzę, że się rozmrażają) z surówką z
buraczków. Dla uzupełnienia węglowodanków wieczorem pół gejfruta.

Pozdrawiam
Leszek